piątek, 12 sierpnia 2016

5. Pomocna dłoń

Codzienna wędrówka słońca po niebie dobiegała właśnie końca. Potężna gwiazda zniżyła swoją pozycję na nieboskłonie, po czym powoli, niechętnie, jakby wciąż zaciekawiona losem mieszkańców Ziemi, schowała się za linią horyzontu. Pozwoliła, aby wokół zapanował półmrok, który miał wszystko uciszyć i ukołysać wszystkich do snu. Nieudolnie. Ktoś bowiem sprzeciwił się woli ciemności, coś nie dało się do końca uspokoić. Noc nie zatrzymała wiatru. On nie pozwolił, aby ktokolwiek zapomniał o nim na dłużej. Po upalnym dniu, podczas którego jego obecność była praktycznie niewyczuwalna, zdecydował się przypomnieć o swoim istnieniu i czynił to niezwykłe umiejętnie. Wraz z przebłyskami ostatnich promieni światła dawał popis swoich możliwości. Na zmianę dął z siłą mocarza, po czym niemalże ustawał. Miewał momenty, kiedy wiał lekko, lecz nieustannie. W takich chwilach, do pobliskiego miasteczka, z zachodu docierały jego ciepłe, leniwe podmuchy. Mogłoby to być dość przyjemnym zjawiskiem, gdyby tylko te powiewy nie niosły za sobą potwornego odoru palących się szczątek pociągu oraz ludzi. Ciemne kłęby dymu unosiły się nad zdeformowanymi wagonami i przenosiły tę woń dalej w świat. Cuchnące opary docierały do najbliższych domostw, nękając śpiących mieszkańców. Dusiły, truły - tak właśnie pachniała śmierć. Czarna Pani budziła respekt i chciała być zapamiętana na długo. Jednak, kiedy ktoś ją ignorował, stawała się wściekła, a ludzi spotykały złe rzeczy. Tym razem obojętność jednej, jedynej osoby w całym tym zamieszaniu, działał jej na złość, choć poziom irytacji nie był jeszcze dostatecznie wysoki. Na razie, ale z czasem miał jeszcze wzrosnąć.
Osobą, która nie przejmowała się poczynaniami Śmierci, była wątła, ciemnowłosa nastolatka, która leżała skulona i nieprzytomna wśród zarośli, oddalonych od miejsca wypadku o kilkanaście metrów. Pozostawała bierna na roztaczające się wokoło zapachy. Nie czuła niczego, choć letni prąd powietrza owiewał jej ciało oraz delikatnie szarpał, już i tak zniszczonym, ubraniem. Dziewczyna nie reagowała. Przebywała gdzieś na granicy wytrzymałości. Nieświadoma rozgrywającego się nieopodal dramatu, toczyła własną walkę o samą siebie. Była głucha na wrzaski przepełnione cierpieniem, nie słyszała także sygnałów dźwiękowych wydawanych przez przybyłe oddziały straży pożarnej, pogotowia i policji. Skulona na ziemi, otoczona wysoką trawą, pozostawała niezauważalna i omijana. Nikt nie spieszył jej z pomocą, bo i nikt nie był zdolny zauważyć drobnego ciałka pośród tego piekła. Tak mogło się wydawać, obserwując krzątających się ratowników oraz towarzyszących im ochotników, którzy chcieli się na coś przydać i chętnie ruszyli do pomocy, uwięzionym w płonących wagonach, pasażerom. Pokrzykiwali, biegali z miejsca na miejsce, wdzierali się do wnętrza, wydobywali poszkodowanych i martwych. Jednak nie wszyscy byli tak aktywni.
Starsza kobieta otulona brudnym, przetartym szalem, stała na szczycie wzgórza, nieopodal przebiegających tamtędy torów. Z dziecięcą fascynacją przyglądała się toczącym się w dole doliny wydarzeniom i nie robiła kompletnie nic. Nie mogła, bo nie rozumiała tego dramatu. Nie pojmowała, że tuż przed nią giną niewinni ludzie. Własny rozum ją ograniczał, pętał, mieszał rzeczywistość i zmieniał priorytety. Dlatego też nie wiedziała, dlaczego tak wiele osób przejmuje się przewróconym pociągiem, który zwyczajnie stoczył się z górki. Nie, to było dla niej zbyt wiele. Podobał się jej za to ogień. Czarował ją swoim blaskiem oraz iskrami, które wyskakiwały z płomieni, po czym szybowały wysoko w niebo, a potem znikały jedna za drugą. Mogłaby patrzeć na nie całą noc, gdyby pewien cichy jęk, nie wyrwał jej z tego marazmu.
Kobieta skierowała zaciekawione spojrzenie na miejsce, skąd dobiegał podejrzany odgłos. Ostrożnie podeszła kilka kroków, powoli stawiając stopy na zdradliwym gruncie i przekrzywiła głowę w wyrazie zastanowienia. Chyba znała ten dźwięk, choć wcale go nie rozumiała. Wyrażał cier...cierpienie. Tak, cier-pienie. A ona nie cierpiała. Nie, odkąd została samotna. Samotna - nie sama. Różnica między tymi wyrazami była ogromna, a ona nie pojmowała, że ktoś może tego nie dostrzegać. Przecież to stanowiło coś oczywistego. Nie była sama, bo mieszkała z innymi ludźmi, a jednocześnie pozostawała samotna, bo nikomu nie pozwalała się do siebie zbliżyć za bardzo. To byłoby niebezpieczne i mogłoby ją zranić. Siało zbyt wielki zamęt w jej głowie. Samotność działała kojąco, wyciszała. Staruszka nie chciała przeżywać ponownie rozczarowania ani bólu, ale coś kazało się jej zbliżyć. Jeszcze trochę. Odrobinę. Podeszła i zobaczyła dziewczynę.
Młodą kobietę. Praktycznie dziecko. Zranione. Cierpiące. Umierające. Mogła to stwierdzić bez problemu. Widziała przecież jej usiane ranami ciało, widziała rękę wygiętą pod dziwnym kątem. Dostrzegała także kropelki krwi, które w marnej, lecz przerażającej parodii rosy, zawisły na okolicznych trawach. Mogła jej pomóc. Wystarczyłoby, że wydawałby głośniejszy okrzyk i sprowadziła tutaj któregoś z ratowników. Jednak to wymagało wysiłku. Słowa przewyższały jej siły, dlatego milczała. Migoczące światła samochodów ratowniczych odstraszały i nie pozwalały się skupić, a ich jazgoczące sygnały dźwiękowe straszyły staruszkę i zniechęcały do dalszego działania. Mimo to kobieta wciąż spoglądała na nieprzytomną istotę, próbując podjąć racjonalną decyzję.
Zastanowiła się chwilę i już wiedziała, co zrobić. Popatrzyła jeszcze raz na bladą twarzyczkę nieprzytomnej dziewczyny, utwierdzając się w swoim przekonaniu, po czym odwróciła się i odeszła. Odeszła, ale postanowiła, że wróci. Sama nie dałaby sobie rady w tej chwili. Jeżeli dziewczyna da radę przeżyć, ona jej pomoże. 
Wytrzymaj jeszcze moment, dziecino. 



Nie podjął żadnego działania przez kolejne dni, choć kusiło go i nęciło, aby rzucić wszystko i ruszyć na poszukiwania. Kuba siedział bezczynnie na kanapie przed telewizorem, rozkojarzonym wzrokiem śledząc przetaczające się przez ekran obrazki i informacje. Poboczny obserwator mógłby stwierdzić, że chłopak nawet nie stara się skupić na kolejnych doniesieniach z miejsca wypadku. On jednak uważnie oczekiwał na jakiś znak, który pozwoliłby mu zignorować obietnicę daną matce. Wychwytywał każdą wzmiankę, która w jego mniemaniu mogłaby okazać się ważna, a tym samym uprawniająca go do dalszego działania. 
Na podstawie zebranych danych, chłopak z łatwością uświadomił sobie, że to, co media  najpierw szumnie nazwały atakiem terrorystycznym, a potem nieudolnie starały się wszystko zatuszować, ukrywając kolejne fakty pod nazwą nieszczęśliwego zrządzenia losu i odcinając od kilku innych wypadków, rzeczywiście było zwykłym aktem bezmyślnego terroru. A może nawet i czymś więcej. Media nie przyznały tego głośno, ale Kuba czuł, że w to wszystko ma jakiś głębszy sens. Nikt przecież nie wymordowałby tylu ludzi z czystej satysfakcji - nawet najwięksi, znani w historii świata, szaleńcy mieli swoje pokręcone, niezrozumiałe przez nikogo innego powody, które w ich mniemaniu uprawniały ich do podobnych czynów. A tym razem nie chodziło o pojedyncze jednostki. W ataku zginęło mnóstwo istnień. Ludzi, którzy mieli plany, marzenia. Być może gdzieś wciąż czekały na nich kochające rodziny, jeszcze nieświadome, że już nigdy nie spotkają swoich bliskich. Jakub był świadomy rozmiarów tej tragedii, lecz sprawiał wrażenie, jakby to nie wywoływało w nim żadnych emocji. Przysłuchiwał się kolejnym doniesieniom bez mrugnięcia okiem. Z obojętną miną wsłuchiwał się w bilans zabitych i rannych. 
Stwarzał pozory.
— Nie możesz tego przed nim ukrywać! 
Chłopak wyrwał się z zamyślenia, gdy dotarły do niego podniesione głosy rodziców. Rozejrzał się dookoła, próbując ich zlokalizować, lecz nie znalazł ich w domu. Po krótkiej chwili zrozumiał, że dźwięki rozmowy docierają z zewnątrz. Dlatego też ostrożnie, aby nie zostać zauważonym, zbliżył się do okna i wyjrzał przez nie, aby zorientować się w zaistniałej sytuacji. Na chodniku przed domem zauważył swoją matkę oraz ojca. Mężczyzna trzymał w zaciśniętej dłoni pomięty kawałek papieru i nerwowo tłumaczył coś żonie.
— Zrozum, to nie dotyczy Kuby. Nie może dotyczyć. To musi być po prostu jakieś nieporozumienie, które należy wyjaśnić. Ktoś popełnił tutaj błąd. Dopóki tego nie wytłumaczymy, nie zamierzam go w to wszystko mieszać. On jest niepełnoletni! Tutaj może chodzić o mnie albo o któregoś sąsiada, a nie o niego, więc nie panikuj!
Kobieta wykonała nieokreślony ruch ręką, po czym ruszyła do domu, wyraźnie podirytowana zachowaniem męża, lecz bezsilna w obliczu jego upartości. Kuba natomiast wrócił na swoje miejsce na kanapie przed telewizorem i zmarszczył brwi, próbując zrozumieć cokolwiek z tego dziwacznego urywka rozmowy. Nie zamierzał zdradzać, że podsłuchiwał, ale planował dokładnie zbadać nurtującą go kwestię na własną rękę. W każdym razie nie dał po sobie poznać, że cokolwiek się zmieniło w jego zachowaniu, kiedy rodzice weszli do domu. Przywitał się grzecznie i zwyczajnie wrócił do oglądania telewizji, jakby nigdy nie wstawał z kanapy. Jedynie dostrzeżone ukradkiem porozumiewawcze spojrzenia, jakimi wymienili się jego opiekunowie, budziły w nim pewnego rodzaju strach. Miał ochotę o to zapytać, nawet otworzył już usta, aby zadać odpowiednie pytanie, ale w tym samym momencie rozdzwonił się telefon leżący na stoliku kawowym.
Kuba rzucił się po niego, pozwalając, aby obłudna nadzieja przetrwała w jego sercu jeszcze przez kilka chwil. Naprawdę wierzył, że to właśnie Iwona może do niego dzwonić, aby powiedzieć, że nic jej nie jest, ale to uczucie rozmyło się tak szybko, jak się pojawiło, kiedy tylko zerknął na ekran urządzania. Paulina. Nie telefonowała zbyt często, a tym razem wprost nie mogła wybrać gorszego momentu na rozmowę. Jakub zrobił zniecierpliwioną minę, po czym odebrał, aby wysłuchać, co do powiedzenia miała jego starsza siostra, choć po części doskonale się tego domyślał.
— Jak się trzymasz, młody? — zapytała, zamiast normalnie się przywitać. Cała Paulina.
— Jest po prostu super — wycedził przez zaciśnięte zęby i przeszedł do swojego pokoju, zamykając za sobą drzwi. Nie chciał, aby rodzice przysłuchiwali się tej rozmowie. — Zaraz urządzam imprezkę, aby wyrazić moje szczęście. Może wpadniesz? 
— Chętnie, ale może innym razem. Tak się składa, że nie ma mnie obecnie w mieście. 
Zawsze odpowiadała ripostą na ripostę. Choćby na najdurniejszą. On też tak robił. Mieli to w genach.
— Paula, poważnie, jak myślisz, że mam się czuć? Iwa zaginęła, a okoliczności, w jakich się pożegnaliśmy... w sumie nawet takich okoliczności nie było, bo twój braciszek zachował się, jak ostatni tchórz i nie jest z tego powodu dumny. Poza tym ten wypadek...
To, że nie był dumny z własnego zachowania, stanowiło małe niedopowiedzenie. Jakub gardził samym sobą. Gdyby dane byłoby mu cofnąć się w czasie, wszystko rozegrałby inaczej. Nie dopuściłby, aby Iwona wyjechała bez słowa. Sam by nie przeciągał niepotrzebnie milczenia. Bo co jeżeli to było ich ostatnie pożegnanie? Nie. Nie mógł myśleć w ten sposób.
— Dobra, po pierwsze nie mów o sobie w trzeciej osobie, bo to dziwne. 
Wyczuł, że siostra się uśmiecha i sam nie mógł powstrzymać uśmiechu, który cisnął się mu na usta. Pozwolił, aby ten pozytywny grymas wykrzywił jego wargi na krótką chwilę, lecz nie trwało to długo. Zaraz wrócił na ziemię, do swoich zmartwień, a to, co miała mu powiedzieć Paulina, tylko mu w tym pomogło: 
— Po drugie, Iwona to twarda zawodniczka, nic jej nie będzie. Nadal nie masz o niej żadnych informacji?
— Najmniejszych. 
— Kubuś, czasami brak informacji, to najlepsza wiadomość, jaką człowiek może otrzymać. To znaczy, że jeszcze nie wszystko stracone. Chyba o to ci chodzi, co nie? 
Wszyscy to powtarzali. On nie do końca wierzył w tę dziwną sentencję. Jak taka niepewność mogła nieść za sobą coś pozytywnego? Mimo to przytaknął.
— Mama tak twierdzi — mruknął bez przekonania i przystanął przy oknie.
Jego wzrok mimowolnie skierował się w stronę domu Iwony. Rolety w jej pokoju były opuszczone, niczym flagi zniżone do połowy masztu w wyrazie żałoby. Potrząsnął głową, próbując wyrzucić z niej to okropne porównanie.
— Nie wierzę, że to powiem, ale chyba po raz pierwszy w życiu muszę się z nią zgodzić. Ona ma rację, Kuba.
Paulina nigdy nie dogadywała się z matką. Co rusz kłóciły się o najmniejszą bzdurę i wtedy padały nieprzyjemne epitety. Jakub nie pamiętał ich dokładnie, ale znajome były uczucia, jakie wtedy mu towarzyszyły i nerwowa atmosfera panująca w domu długo po każdej awanturze. Chłopak tego nienawidził. Robił wyrzuty zarówno siostrze, jak i rodzicielce za to, że nie potrafiły się dogadać. Przez długi czas żywił wręcz do nich urazę. Ich obu. Nie wiedział, która jest punktem zapalnym, więc oskarżał obie strony po równo. Do czasu. Kiedy nieco dorósł, inaczej spojrzał na tę sprawę i z łatwością wychwycił, kto jest prowodyrem niezliczonych kłótni, co wcześniej mu umykało. Matka. To ona czepiała się córki niezliczoną ilość razy, choć Kuba wciąż nie rozumiał, dlaczego tak postępowała. Od momentu, kiedy to zauważył, zaczął stawać w obronie siostry, ale potem Paula wyjechała. Wyprowadziła się z domu, niby na studia, lecz Jakub wiedział, że to swoista ucieczka. Mimo to wstrzymał się z osądem i rzucaniem oskarżeń. Nie było na to czasu. Dowiedział się, że matka znowu zaszła w ciążę, a potem na świat przyszła Maja i wszelkie rodowe waści odeszły w zapomnienie, choć niewyjaśnione sprawy wciąż ciążyły w ich wzajemnych relacjach.
— Kuba? - Usłyszał jej zaniepokojony głos w słuchawce i zdał sobie sprawę, że milczy zbyt długo. — Jesteś tam jeszcze?
— Tak, tak — rzucił szybko, próbując się skoncentrować. — Po prostu się zamyśliłem. W każdym razie wiem, że ona ma rację, ale chyba lepiej bym się czuł, gdybym się czymś zajął. Jestem świadomy, że nic nie mogę zdziałać, bo zostały już zaangażowane odpowiednie służby, ale gdybym był tam na miejscu i mógł chociaż poudawać, że coś robię i jestem do czegoś potrzebny może.... może wtedy łatwiej byłoby mi nie myśleć o niej.
— To wpadaj do Krakowa, nie widzę problemu. Paweł akurat wyjechał na delegację, więc jestem sama w mieszkaniu. Możesz zająć sofę w salonie. 
Zaskoczyła go. Pozytywnie. Takie rozwiązanie ułatwiłoby wiele rzeczy. Może. W każdym razie kilka na pewno.
— Mówisz poważnie?
— Pewnie, że tak. 
— Rodzice będą marudzić. Dzisiaj mają jakiś szczególnie parszywy dzień — ostrzegł, ale i na to Paulina miała gotowe rozwiązanie.
— Daj mi tatę do telefonu, przekonam go, a on pogada z mamą. 
Nie czekał na dalsze zachęty. Pognał do rodziców, aby przekazać telefon, a potem  już tylko wsłuchiwał się w zażartą dyskusję na temat tego, czy rzeczywiście powinien jechać. Matka była nieugięta, choć z każdym argumentem męża, stawała się coraz bardziej uległa. Kuba czuł, że już może zacząć się się pakować. Cieszył się, lecz wciąż męczyła go niewyjaśniona sprawa podsłuchanej rozmowy rodziców.

10 komentarzy:

  1. Cześć. Ja wpadłam, by Cię poinformować, że ostatnio nie komentuję, bo nie mam czasu, ale historię jak najbardziej mam zamiar czytać i niedługo wpadnę.
    Miłego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, że dajesz znać :)
      Brak czasu jak najbardziej rozumiem, więc nic się nie dzieje. Jak będziesz miała chwilkę, to wpadaj ;)

      Usuń
  2. Dzień dobry.

    Urzekł mnie pierwszy akapit. Łatwo było przesadzić, napisać go zbyt patetycznie, ale został przez Ciebie idealnie wyważony. Bajecznie.
    Zaintrygowała mnie postać tej starszej kobiety. Czyżby była chora psychicznie? Dobrze, że jednak nie zostawiła dziewczyny... I to zaginięcie, mhm... Podsłuchana rozmowa, wyjazd... Niby dość melancholijnie, ale dużo się działo. Mamy progres.

    Do następnego.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem w pewien sposób podobna do Pauliny. Intryguje mnie starsza kobieta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paula to taka dobra duszyczka tego odpowiadania. Cieszę się, że znalazłaś w niej podobieństwo do samej siebie :)

      Usuń
  4. W tym rozdziale dostrzegam różnicę. Wcześniej nie było siostry nie? Znaczy ta młodsza była, ale starszej nie było, prawda?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tutaj pojawiły się drobne zmiany. Przede wszystkim jest nowa postać - Paulina. Dobrze zauważyłaś, nie było jej wcześniej.
      Poza tym jeszcze zmieniłam zdanie co do ojca-damskiego boksera. Nie on będzie tą złą, czarną owieczką w tym wydaniu ;)
      Jeszcze jakieś różnice się pojawiły gdzieś po drodze, ale nie były tak wielkie.

      Usuń
  5. Dorobiłaś Kubie rodzeństwa? Wiem, że to się zdarza, ale zazwyczaj majstruje się młodsze, a nie takie starsze. No ale zobaczymy co z tego wyniknie i jak znaczną rolę odegra ta siostrunia w opowiadaniu. Liczę na to, że nie dorobiłaś jej po nic, bo po prostu miałaś taki kaprys, tylko, że będzie jakąś znaczącą postacią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie raczej nigdy nic nie dzieje się bez przyczyny. Pojawienie się siostry też jest przemyślane. Paulina dostała swoją rolę do spełnienia i pojawi się w tym opowiadaniu jeszcze nie raz i nie dwa.

      Usuń

Obserwatorzy