sobota, 13 sierpnia 2016

6. Płochliwe serce

Nastała noc. Malutka, górska wieś całkiem opustoszała, zamarła w kompletnym bezruchu. Pozbawiona oświetlenia zapewnianego przez przydrożne latarnie, które uległy tymczasowej awarii, pogrążyła się w niemalże egipskich ciemnościach. Jedynym źródłem światła pozostawały gwiazdy - licznie zawieszone wysoko pod sklepieniem nieba i doskonale widoczne z każdego miejsca w wiosce. Otoczenie zachwycało swoją naturalnością, bo nie zostało jeszcze tak do końca skażone szkodliwą działalnością człowieka. Nikogo nie męczył smog ani duszące opary unoszące się znad fabryk, gdyż wcale ich tam nie było. Mieszkańcy starali się żyć w zgodzie z przyrodą, funkcjonowali pod jej dyktando, a natura była im za to wdzięczna i wykazywała się niespotykaną często łaską. Dlatego też malutkie, płochliwe ludki nie próbowały się buntować. Gdy nastawała szarówka, posłusznie skrywały się w swoich przytulnych domostwach i pozostawały obojętne na wiatr hulający tuż za drzwiami oraz dzwoniący w często nieszczelnych okiennicach. Nie wszyscy byli tak ulegli. Niektórzy, chcąc nie chcąc, musieli opuścić własne domy, aby udać się do pracy i zarobić na utrzymanie rodziny.
Rodzice Kuby byli lekarzami. Właściwe to tylko ojciec był lekarzem, szanowanym chirurgiem. Matka zajmowała się pielęgniarstwem, ale oboje pracowali w tym samym szpitalu, a ich dyżury często się ze sobą pokrywały, nie raz wypadając przy tym w nocy. Te późne zmiany wiele spraw utrudniały, zwłaszcza wtedy, kiedy potomstwo państwa Kasprzyk było za małe oraz zbyt niedojrzałe, aby pozostawać w domu bez opieki. W takich momentach z pomocą spieszyli sąsiedzi, a to tylko sprzyjało zażyłości, jaka powstała między Kubą a Iwoną. Znajomość dzieciaków pogłębiała się, szybko przerodziła w przyjaźń. Właściwie to tylko oni nazwali łączącą ich relację przyjaźnią, wszyscy inni dopatrywali się w tym czegoś więcej i mieli ku temu wyraźne powody. Dzieciaki niemal każdą wolną chwilę spędzały w swoim towarzystwie, dzieliły się wszystkimi tajemnicami, razem obmyślały nowe knowania. Rodzice Jakuba szybko zauważyli zażyłość, jaka łączy ich syna z córką znajomych, ale z początku wcale im to nie przeszkadzało, wręcz cieszyli się, że dzieciaki załapały taki dobry kontakt. Dopiero kiedy zaczęły się pierwsze kłopoty w szkole, w które dzieci zwykle wpadały razem, bardzo rzadko osobno, postanowiono nadzorować tę znajomość. Gdy problemy narastały, a psoty Jakuba i Iwony zaczęły być uciążliwe również dla nauczycieli, zdecydowano, że Kuba i Majka nie będą już tak często gościli w domu sąsiadów, a na czas nieobecności rodziców pozostawali jedynie pod opieką Pauliny, która od najmłodszych lat wykazywała się największym rozsądkiem i ogromną odpowiedzialnością. Było tak dopóki nie wyprowadziła się z domu. Potem jej obowiązki przejął Jakub.
Tego wieczora dzieci państwa Kasprzyk również musiały zostać same w domu - pierwszy raz od rozpoczęcia wakacji, a równocześnie długiego i zasłużonego urlopu pani Ewy. Maja się smuciła, bo w pewnym stopniu przyzwyczaiła się już do obecności matki podczas zasypiania. Dziewczynka zdawała się zapomnieć, że rodzice kiedyś, zaledwie dwa miesiące temu, znikali z domu na długie godziny, a ona zostawała tylko z bratem. Jednak, kiedy wizja ponownego osamotnienia zawitała w jej głowie, natychmiast rozpoczęły się głośne i łzawe protesty. Maja płakała, od czasu do czasu urozmaicając swój repertuar tupnięciem nóżką czy głośniejszym szlochem. Pięciolatka wiedziała, że praca to nic dobrego, a rodzice wracają z niej wykończeni, zupełnie niezdolni do udziału w wymyślny zabawach.
— Mamusiu, mamusiu, zostań! — Załkała, po czym złapała kobietę w pasie i wtuliła twarz w jej płaszcz, przez co wypowiedziane następnie słowa stały się zupełnie niezrozumiałe. — Jak pójdziesz, to już mnie nie kochasz!
Pani Ewa próbowała uspokoić córkę i wytłumaczyć jej, że jednak tak musi być. Wypowiedziała po cichu słowa zapewnienia, że jak najbardziej kocha swoją najmłodszą pociechę, ale do pracy iść powinna, bo w innym przypadku zabraknie pieniążków na nowe lalki, misie i różne ubranka dla nich. Nawet ten argument nie pomógł. Drobna blondyneczka ani myślała wypuścić rodzicielkę ze swojego uścisku. Ewa pogłaskała córkę po jasnych, falowanych włosach i spojrzała na syna, jakby poszukując u niego ratunku.
Jakub natomiast przyglądał się tej scenie w milczeniu. On, w przeciwieństwie do siostry, był całkiem zadowolony z zapowiedzianej nieobecności rodziców. Było mu to na rękę, bo umożliwiło wyciszenie po niedawnej awanturze. Kłótni, która przecież nie musiała mieć wcale miejsca. A zapowiadało się tak dobrze! Jakub już myślał, że, poprzedniego dnia, ojcu uda się przekonać matkę, aby ta wyraziła zgodę na wyjazd. Niestety. Kobieta była uparta. Jakby przewidując, co tak naprawdę kieruje synem, kategorycznie odmówiła i nawet nie chciała słuchać żadnej argumentacji. Kuba zrezygnował. Powiedział, co miał do powiedzenia, po czym zamknął się w pokoju i wysłał do siostry krótką wiadomość, że jednak jej nie odwiedzi. Przebolał to, ale gdzieś w głębi duszy odezwała się w nim chęć do buntu. Cichy głosik w jego głowie podpowiadał mu, że wcale nie musi postępować tak, jak życzą sobie rodzice. Co więcej, zdradliwym szeptem zapewnił, że ich nieobecność stanowi idealną okazję do przeprowadzenia swojego prywatnego śledztwa i odkrycia nurtującej tajemnicy podsłuchanej rozmowy.
— Majka, chodź, pobawimy się, a mama niedługo wróci. 
Jakub odciągnął dziewczynkę i szybko wziął ja na ręce, bo widział, że pięciolatka nie zamierza tak łatwo zrezygnować. Nawet, gdy zawisła nad ziemią, nie zamierzała się poddawać. Zamiast się uspokoić, cała poczerwieniała na twarzyczce, a jej histeryczny krzyk ogłuszył Kubę na kilka dobrych chwil.
— Poradzisz sobie z nią? — spytała matka, gdy z niepokojem obserwowała nieudane próby uspokojenia dziewczynki, na jakie silił się Jakub. Widziała, jak chłopak stara się uniknąć kopniaków zadawanych mu na chybił trafił przez siostrę, bo ta zaczęła nerwowo wymachiwać nogami.
— Pewnie, przecież to nie pierwszy raz, gdy zostaję z nią sam. Większość życia robię za jej niańkę. — Prychnął lekceważąco. —  Może wreszcie, mamo, dostrzegłabyś, że jestem już dużym chłopcem i dam sobie radę. Z nią i z samym sobą. 
— Kuba... — Upomniała go cicho, ale on nie chciał się kłócić. Nie dzisiaj. Już i tak brakowało mu słów, aby skrytykować upartość matki. Zamiast strzępić sobie niepotrzebnie język, pokręcić przecząco głową i zaśmiał się cicho, lecz w sposób pozbawiony radości. Śmiech ten spowodował, że nawet Majka zaprzestała swojej bezcelowej walki. Skuliła się w ramionach chłopaka, objęła go za szyję i zadrżała leciutko. Nie lubiła, gdy brat wpadał w taki dziwny nastrój, a zdarzało mu się to dość często odkąd Iwonie przydarzył się ten wypadek i nie miał o niej żadnych wiadomości.
— No co? Przecież nic nie mówię - odparł i pewnie na tym by poprzestał, gdyby nie dostrzegł zniecierpliwionej miny kobiety. Tak jakby ta rozmowa dostatecznie ją znudziła. Chyba to na nowo obudziło w nim wściekłość i nakazało kontynuować tą bezcelową dyskusję. - Już wcześniej określiłaś się wystarczająco jasno. Jestem zbyt smarkaty, żeby jechać do Pauliny, ale z Majką zostać już mogę. W tym wypadku jestem wystarczająco odpowiedzialny. Dotarło.
— Synku, tu nie chodzi o sam wyjazd i dobrze o tym wiesz. 
— Nie, nie wiem. Może mi to wytłumaczysz, mamo? 
— Kuba, gdybyś chciał jechać tylko po to, aby odwiedzić Paulinę, pozwoliłabym ci bez mrugnięcia okiem, ale przecież powody są inne, prawda?
— Ah, więc wcale nie idzie o to, że potrzebujesz darmowej niańki dla dzieciaka, a ja, chociaż zupełnie mi nie ufasz, to akurat jestem pod ręką? No to rzeczywiście mi ulżyło.
— Wiem, że martwisz się o Iwonę, ale nie musisz odreagowywać na wszystkich dookoła. — Ewa widziała, że syn chce coś powiedzieć, lecz nie dała mu dojść do słowa. - Zjedzcie coś. Kolację macie w piekarniku, wystarczy podgrzać.


Otworzyła oczy, choć nie było to wcale łatwe. Powieki ciążyły jej niesamowicie, jakby na rzęsach nagle zawisły kropelki ołowiu i ciągnęły je w dół. Iwona przez chwilę pozostawała uległa. Otaczającą ją ciemność uznawała z początku za coś bezpiecznego, lecz stan ten nie trwał długo. Wraz z upływem czasu mrok zaczął ją przerażać i paraliżować. Wtedy też zmusiła się do wysiłku. Powoli zamrugała, po czym spojrzała prosto w drewniany sufit. Nie wiedziała, co się z nią dzieje ani gdzie się znajduje. Była jednak pewna, że to nie tutaj powinna się znajdować w tej chwili. Nie potrafiła określić, co w tym miejscu jej nie pasowało, ale czuła podskórnie, że coś jest nie tak. Miała w głowie kompletną pustkę, brakowało jej pojedynczych wspomnień, a i całość mieszała się, układała w coś niezrozumiałego.
Ukryła twarz w dłoniach, próbując cokolwiek zrozumieć i w tym momencie pod opuszkami palców wyczuła gruby materiał, który pokrywał jej czoło. Ktoś musiał ją opatrzyć. Opatrzyć oraz przebrać, bo zupełnie nie poznawała ubrania, które miała na sobie. Ale dlaczego i kto to zrobił? Nie była pewna. Pamięć po raz kolejny płatała jej figla. 
Iwona spróbowała wstać, ale gdy tylko nieco się uniosła, świat przed jej oczami zawirował i zmusił do powrotu do poprzedniej pozycji. Dziewczyna opadła na materac i jęknęła cicho, gdy niespodziewany ból przeszedł przez jej bark oraz rękę.
  — Nie powinnaś jeszcze wstawać. Masz poważny uraz głowy, złamaną rękę i mnóstwo stłuczeń. Poza tym byłaś długo nieprzytomna. 
Młody mężczyzna stał oparty o framugę drzwi i patrzył na nią surowo, w sposób pozbawiony troski czy choćby grama sympatii. Iwona drgnęła przestraszona tą niespodziewaną wizytą, speszona przykryła się dokładniej kołdrą, po czym przyjrzała się nieufnie nowoprzybyłemu. Starała się przypomnieć sobie jego imię. Nic z tego. Dziewczyna go nie znała, a przynajmniej nie przypominała sobie, aby nieznajomy kiedykolwiek wcześniej gościł w jej życiu. 
Chłopak był odrobinę od niej starszy, choć nie mogła stwierdzić tego jednoznacznie. Wysnuła swoje przypuszczenia opierając się jedynie na wyglądzie mężczyzny, a ten potrafił być przecież mylący. Nieznajomy miał ciemne, gęste oraz niezbyt długie włosy, a oczy wyglądały na zmęczone i barwą przypominały kolor pochmurnego nieba. Jego policzki pokrywał kilkudniowy zarost. Nie sprawiał pozytywnego wrażenia, lecz chyba wcale mu na tym nie zależało.
— Kim jesteś? Co się stało? Gdzie ja jestem? 
Zarzuciła go pytaniami, naiwnie wierząc, że w końcu ktoś cokolwiek jej wytłumaczy. On nie zamierzał. Planował pozostawić to osobie, która sprowadziła im na głowę ten  p r o b l e m.
— Leż spokojnie, musisz dużo odpoczywać — rzucił bez grama emocji i pospiesznie wycofał się z pokoju, po czym dokładnie zamknął za sobą drzwi.


— Chcesz obejrzeć jakąś bajkę? — zwrócił się do siostry po skończonej kolacji. 
Dziewczyna spojrzała na niego podejrzliwie, bo rodzice nigdy nie pozwalali jej oglądać telewizji o tak późnej porze, a brat zwykle starał się przestrzegać ustalonych reguł, nawet, gdy pozostawali sami i w okolicy nie było nikogo, kto mógłby wyegzekwować ewentualne łamanie zasad.
— Mamusia nie pozwala — odezwała się niepewnie, ale chłopak już zajął miejsce na kanapie i wyszukiwał odpowiedni kanał.
Jakub nie chciał niepotrzebnie buntować pięciolatki, ale musiał znaleźć jej jakieś zajęcie na czas, kiedy on będzie realizował swój plan. Obecność Majki, a przede wszystkim jej gadulstwo mogłyby niepotrzebnie utrudnić mu  życie w niedalekiej przyszłości.
  — Jedna bajka i pójdziesz spać, zgoda? A rodzice się nie dowiedzą. Ja muszę teraz coś zrobić, a ty tutaj siedź grzecznie. Zaraz wracam. 
Nie musiał się tłumaczyć, bo dzieciak już go nie słuchał. Dziewczynka, niczym zaczarowana, wpatrywała się w ekran telewizora, uważnie śledząc poczynania fikcyjnych bohaterów. Jakub w tym czasie wymknął się do kuchni, gdzie planował rozpocząć swoje poszukiwania. Jego celem był tajemniczy list, którego ojciec nie wypuszczał z rąk i który schował gdzieś w tym pomieszczeniu poprzedniego dnia. Kuba widział, jak mężczyzna przemyka z nim chyłkiem, starając się pozostać niezauważonym. Chłopak miał nadzieję, że interesujący go przedmiot nadal znajduje się w pobliżu i prędzej czy później go odnajdzie.
Pobieżnie przejrzał każdą z szuflad oraz szafek, lecz kiedy nic nie znalazł, rozpoczął poszukiwania od nowa, z większą dokładnością. Przeszukał każdy zakamarek, dokładnie studiował wszystkie znalezione kartki papieru, ale wysiłki te nie dawały efektów. Żaden z odnalezionych dokumentów czy skrawków nie wzbudził w nim większego niepokoju ani podejrzeń. Bowiem żaden nie dotyczył jego. Kuba nie wiedział, co mogło tak bardzo zdenerwować ojca, nie miał zatem żadnego punktu podparcia, najmniejszej wskazówki, która ułatwiłaby mu poszukiwania i powoli zaczął tracić nadzieję, że skończą się one pozytywnie. Dokładnie w tym samym momencie, gdy postanowił zrezygnować, jego wzrok został przyciągnięty przez blaszaną skrzyneczkę stojącą na lodówce. Jakub wiedział, że rodzice przechowywali w niej zaskórniaki, ważne dokumenty oraz leki, do których Majka nie powinna mieć dostępu. Przecież to było takie oczywiste! Chłopak nie wiedział, dlaczego właściwie nie zaczął od tego pudełka. Jakub zastanawiał się nad tym tylko przez chwilę, a następnie szybko sięgnął po szkatułkę. Po jej otwarciu niemal natychmiast zauważył kopertę zaadresowaną do niego.

Wezwanie w sprawie powszechnego obowiązku obrony
 Wzywa się Pana(Panią) Jakuba Kasprzyka do osobistego stawienia się w dniu 18.09.15 r. o godzinie 10 w Wojskowej Komendzie Uzupełnień w Nowym Targu w celu nadania przydziału mobilizacyjnego.

— Co to ma być? 
Zmarszczył czoło, wertując po raz kolejny kilka linijek tekstu obwieszczające mu, że musi stawić się na komisję wojskową i uświadamiające, że jeżeli tego nie zrobi, poniesie karę grzywny lub pozbawienia wolności. Kuba, rzecz jasna, wiedział, że przydzielenie odpowiedniej kategorii jest konieczne, aby w razie zagrożenia ojczyzny sprawnie wcielić poszczególnych mężczyzn do odpowiednich im zadań. Nie rozumiał tylko tego, dlaczego to on dostał wezwanie. Przecież był niepełnoletni! Jego kuzyn również dostał podobny list w zeszłym roku, ale Paweł był starszy - miał dziewiętnaści lat. Kuba nie tak dawno obchodził swoje szesnaste urodziny.
Jakub usiadł przy kuchennym stole, gdzie wcześniej zostawił swój laptop. Musiał to sprawdzić, choć podświadomie zdawał się już domyślać, o co może chodzić. Mimo to zignorował ukłucia niepokoju i nerwowo bijące serce. Szybko uruchomił komputer, po czym wpisał w wyszukiwarkę interesujące go zagadnienie. Nie znalazł żadnej informacji dotyczącej zmiany limitu wiekowego, a to, zamiast go uspokoić, jedynie utwierdziło w przypuszczeniach. Był niemal pewny. Zwłaszcza, że coś w końcu przykuło jego uwagę. Nie było to bezpośrednio powiązane z tematem, a przynajmniej tak mu się wtedy wydawało.
  Konflikt na Ukrainie wzrasta. Separatyści przekraczają polskie granice.
Jak przez mgłę pamiętał wydarzenia, które miały miejsce w kwietniu dwa lata temu, kiedy to wybuchły pierwsze zamieszki na wschodzie. Wtedy się tym nie interesował. Wydawało mu się, że nie jest to niczym groźnym. Nie widział powodu, aby się przejmować, choć historyczka w szkole coś tam na ten temat opowiadała i to z dość dużym przejęciem. Jakub nie słuchał, bo przecież jego ani jego bliskich to nie dotyczyło. Teraz żałował, że nie był dostatecznie pilnym uczniem. Może wtedy nie musiałby poszukiwać informacji przez internet. Chociaż i bez tego wiedział, w którym kierunku to zmierza. Wojna. Zapomniane słowo pojawiło się w jego myślach samoistnie i zmroziło krew w żyłach. Jakub szybko poskładał wszystko w jedną całość, więc wiedział już, czego tak bardzo obawiał się jego ojciec i przed czym chciał go chronić na swój dziwny, niepoprawny sposób. Domyślił się również, dlaczego wzywają go na komisję tak wcześnie.
— Kubuś? 
Nie usłyszał, kiedy otworzyły się drzwi, a przez to, niespodziewane pojawienie się Majki  tuż przy jego boku nieco go wystraszyło. Jakub nie lubił być zaskakiwany, więc zerwał się z miejsca i spojrzał na pięciolatkę ze złością.
— Chyba kazałem ci zostać w salonie? — syknął, a widząc, że wzrok dziewczynki kieruje się na ekran laptopa, szybko zamknął klapkę.
— Wołałam cię, ale mnie nie słyszałeś — wymamrotała, odrobinę przestraszona reakcją brata. — Kuba, telewizor się zepsuł. Zrobił pyk i zgasł, a była moja bajka. Naprawisz?
— Idź do swojego pokoju — polecił.
— Ale...
— Idź. Koniec bajek, najwyższa pora spać.
Nie chciał słuchać protestów, a dziewczynka to wychwyciła. Nie próbowała uspokoić brata czy dalej testować jego cierpliwość. Zamiast tego odwróciła się na pięcie, szybko wybiegła z kuchni i skierowała się do własnej sypialni. Kuba przez chwilę patrzył w ślad za nią w zamyśleniu, zanim siostra nie zniknęła za drzwiami. 
Jakub wciąż miał mętlik w głowie, ale jedna, niepokojąca myśl zdawała się przebijać ponad całym tym bałaganem. Myśl dość naiwna, pasująca bardziej dzieciakowi niż niemal dorosłemu mężczyźnie. Myśl dotycząca tego, że on nie chce iść do wojska. Że nie chce brać udziału w całym tym zamieszaniu. Że zwyczajnie się boi i najchętniej gdzieś by się schował. Te rozmyślania zajęły mu trochę czasu i nie pozwoliły natychmiast zmobilizować się do działania.
Chłopak w końcu się opamiętał. Schował list do kieszeni, po czym zajrzał do sypialni siostry, aby upewnić się, że ta już usnęła. Przez chwilę obserwował, jak dziewczynka porusza się niespokojnie przez sen, a jego serce drżało z niepokoju. Chyba właśnie w tamtym momencie podjął decyzję. Rzucając pięciolatce ostatnie spojrzenie, uznał, że to ucieczka będzie najlepszym rozwiązaniem. Tak, planował zwiać. Chciał pojechać do Krakowa i odnaleźć Iwonę, aby wspólnie mogli zastanowić się, co dalej począć. Nie mógł w to wszystko mieszać Pauliny, więc nie poinformował jej o swoich planach. Ona by mu to wybiła z głowy, próbowałaby zbić wszystko racjonalnymi argumentami, a przede wszystkim poinformowałabym o tym rodziców. Nie mógł na to pozwolić. Chciał działać na własną rękę i nie zastanawiał się, jak jego zachowanie zostanie odczytane przez innych. Własne tchórzostwo mocno go spętało. Podpowiadało zdradzieckim szeptem, że lepiej zdezerterować i żyć, niż wziąć udział w czymś, co z góry uznał za katastrofę.

13 komentarzy:

  1. Zarówno w piątce, jak i w szóstce akcja jest podobna, ale jest lepiej napisane. Nie, zeby wczesniej było zle... Ale bardziej skupiasz sie na otoczeniu i dokładniej opisujesz uczucia wobec wydarzeń. Tragedia z pociagiem została lepiej zaznaczona, zas w tym rozdziale dłużej skupiłas sie na rodzinie Kasprzykow, za co plus. Podobał mi sie wstep, ro nawiązanie do natury; choc raziło mnie bardzo słowo "ludziki". Jesli chodzi o Kubę, z jednej strony faktycznie mozna uznać go za tchórza, z drugiej strony ucieczka... No na to trzeba odwagi. Tylko ze on chyba nke zdaje sobie z tego sprawy. Mysle, ze w ten sposob ujawnia sie jego niedojrZalosc. Troche dziwi mnie, ze jets gotowy zostawić pięcioletnia siostrę i uciec. No chyba ze zrobi to pozniej, ale jakoś watpię... Mam nadzieje; ze poznamy Paulinę, prędzej czy pózniej. Z niecierpliwoscia czekam na siódemkę i Joyce nadal mnie denerwuje swoimi poglądami. W ogole nie zna zycie. Nie wiem, czy pójście na imprezę jest najlepszym sposobem, by je poznac, ale zawsze cos. Chyba podświadomie chce cos zmienić, vo łatwo dała sie przekonać. Lubię za to jej przyjaciółkę, gdyż pokazuje ona, ze mozna łączyć rożne światy. Opis grania na wiolonczeli... Generalnie dobrze, ze go dodalas, ale xhyba troche przesadziłaś. Tak chciałaś zaznaczyć wyjątkowość tej czynności, ze wyszło wręcz karykaturalnie. Czy naprawdę Joyce mysli sama o sobie, ze wyglada seksownie, jak gra? To brzmiało troche, jakby sie naćpała czegos :D troche obawia mnie to, jak bardzo rak dziewczyna jest tak naprawdę uzależniona od opinii rodzicow. Musi się ogarnąć, serio. Lubię tez jej chłopaka. Widac, ze nie trawi Joyce i trudno się dziwić, a jednak zachowuje sie naprawdę w porządku ;). Zapraszam Cię na nowość na niezaleznosc-hp.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie :)
      Na ten moment nie chciałam robić wielkich rewolucji, ale poprawić to, co mnie strasznie gryzło w oczy i dopracować kilka wątków (kilka innych dodać, a kilku zbędnych całkiem się pozbyć). Właśnie jeżeli chodzi o Kubę to jego postać strasznie mnie drażniła swoją głupotą i lekkomyślnością, teraz postaram się to nieco ograniczyć. A Paula kiedyś się tam pojawi - tak sobie planuję ;)
      Zaraz do ciebie wpadnę ;)
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Boże, przepraszam za durga czesc komentarza; to czesc komentarza na inny blog; tak to jest jak sie komentuje z komórki i kopiuje rożne rzeczy, zeby nie pisac od początku:(

      Usuń
    3. Luzik, zdążyłam się zorientować :D Nic się nie stało ;)

      Usuń
  2. Ja nie ogarniać. Ty zacząć od początku? Ja musieć czytać od początku, tak? (Wiem, że piszę trochę jak Kali jeść, Kali pić, ale... bezsensowność mojej pracy mnie wykańcza).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie - poprawiam błędy, stylistykę, dialogi i opisy. Wprowadziłam też nową postać. Treść jednak zostaje bez zmian i nawet nie czytając poprawionych rozdziałów będzie sie wiedzieć o co chodzi. Nie ma co się stresować ;)

      Usuń
    2. To ja sobie przeczytam od początku, ale to gdy będę miała wolną chwilkę, bo póki co to sama nie wiem co z sobą zrobić, i chyba się jednak zdrzemnę, albo popisze, albo... nie wiem. Jakiś mam do dupy dzień.

      Usuń
  3. Zgadzam się, że tutaj lepiej opisałaś akcję. Nie rozumiem jak Kuba może zostawić swoją pięcioletnią siostrę i uciec. No, ale t do niego podobne. Wydaje mi się, że Kuba często robi coś, a potem zastanawia się nad konsekwencjami.
    Pozdrawiam.
    walc-dusz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      Tak, Kubuś najpierw robi, potem myśli. To się nie zmieniło.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Dobry wieczór, o to i jestem, jak zapowiedziałam.
    I znów mnie urzekłaś opisem w pierwszym akapicie. Chyba lubisz od nich zaczynać, prawda? Wprowadzać w taki melancholijny nastrój...
    Za dzieciaka chciałam mieć męża lekarza. I chyba nie do końca mi to przeszło. Jak może zauważyłaś, mam też tendencję do robienia lekarzy z rodziców głównych bohaterów (nie licząc Kota, zrobiłam tak jeszcze w Psim Narcyzmie i takim starym opowiadaniu).
    Och, te dzieciaki, totalnie urocze, ale potrafią sprawić, że człowiek, choć nie powinien, będzie czuć się okropnie. Szczerość Kuby też nie pomogła.
    Trochę mało podejrzliwa ta Ewa...
    Mocna końcówka, ta wiadomość, wezwanie... Widzę, że wkraczamy w coś coraz bardziej... złego.
    Spokojnej nocy,
    mendoid Corteen

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A lubię, lubię :) Ogólnie gustuję w opisach i czasami zdarza mi się przesadzić z ich ilością, więc jeżeli coś takiego zaistnieje, to krzyczcie głośno!
      A co do reszty... niebawem wszystko się wyjaśni - tyle obiecać mogę :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Myślę, że w chwili mocnego zagrożenia ojczyzny, to powoływaliby do wojska nawet młodszych chłopców niż Jakub, więc mnie to zupełnie nie dziwi. Co zaś tyczy się dziecka, to nawet jeśli urocze, to strasznie niesamodzielne i widać, że rozpuszczone.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak by pewnie było, ale najpierw zostałby wprowadzony odpowiedni stan i w dobie tak rozwiniętej informacji całość zostałaby nagłośniona. W tym przypadku jednak tak się nie stało i dlatego Kuba stchórzył.
      Co do Majki to wydaje mi się, że większość współczesnych dzieciaków reprezentuje podobny poziom niesamodzielności. Niestety najczęściej chucha się na nie i dmucha, żeby tylko same nie wykazały się jakąkolwiek inicjatywą.

      Usuń

Obserwatorzy