sobota, 27 sierpnia 2016

7. Nie jestem twoim wrogiem

Nieznajomy chłopak nie pojawił się już więcej, choć długo go wyczekiwała. Zostawił ją samą sobie w miejscu ciemnym i obcym, nie udzielając żadnych wyjaśnień. Iwona starała się usnąć, ale nie potrafiła osiągnąć spokoju. W głowie miała zbyt wielki mętlik, a dodatkowo sama dokładała sobie zmartwień, usilnie próbując odzyskać choć skrawek zagubionych wspomnień. One niekiedy przemykały przed jej oczyma, ale nie układały się w nic sensownego i nie przynosiły rozwiązań, jakich wyczekiwała. Były kolażem niezrozumiałych obrazów, które nie dostarczały jej odpowiedzi, a w zamian skutecznie gnębiły. Dziewczyna wierciła się z miejsca na miejsce w poszukiwaniu najwygodniejszej pozycji i przymykała na siłę powieki, aby sprowadzić sen, lecz nieudolnie. Najmniejszy ruch powietrza lub najcichszy dźwięk dobiegający z daleka wyczulał znacznie zmysły i stawiał w stan gotowości. Iwona czuła konieczność obrony, ale nie wiedziała, kto lub co stanowi dla niej największe niebezpieczeństwo.

Swoim działaniem osiągnęła efekt przeciwny do zamierzonego - kręcąc się niespokojnie w łóżku spowodowała tylko tyle, że prześcieradło nieco się pozwijało i teraz boleśnie wpijało się w jej plecy. Na domiar złego usztywnienie na ręce nie pozwalało przekręcić się, a Iwona nie potrafiła usnąć w obecnym położeniu - zawsze sypiała na brzuchu, ewentualnie na prawym boku. Poza tym obce miejsce, a także niedawna wizyta nieprzyjaźnie nastawionego do niej, młodego mężczyzny, skutecznie uniemożliwiały jej osiągnięcie spokoju. Dziewczynie wszystko przeszkadzało, najmniejszy ruch powietrza czy najcichszy dźwięk dobiegający z niedaleka, wyczulał znacznie zmysły i nakazywał czujność. Wszędobylska ciemność oraz głucha cisza wbrew pozorom niczego nie ułatwiały. Zamiast uspokoić, jeszcze bardziej pobudzały. Kolejną przeszkodą, która blokowała sen, był mróz. W pomieszczeniu, gdzie przebywała Iwona, było niesamowicie zimno, co dziewczyna odczuwała, pomimo tego, iż leżała na łóżku otulona kołdrą i stosem cieniutkich kocyków. To wcale nie chroniło przed chłodem. Dziewczyna wciąż drżała, choć nie była pewna, na ile jest to spowodowane niską temperaturą panującą w pokoju, a na ile ogarniającym ją niepokojem.  
Iwona w końcu zrozumiała, że tej nocy nie zaśnie. Była zbyt rozbudzona, aby zapaść chociaż w krótką drzemkę, dlatego zrezygnowała z wszelkich prób. Po prostu liczyła na to, że organizm zmęczy się i sam niedługo będzie domagał się odpoczynku. Tymczasem dziewczyna zaczęła wpatrywać się w sufit, próbując zapomnieć o wszystkich swoich lękach. Wytrwale walczyła z własnym strachem, a jednocześnie starała się przeciwstawić napływającym falom bólu, który promieniował z przedramienia, po czym rozprzestrzeniał się po całym ciele. Wcześniej prawie wcale go nie czuła, ale odkąd odzyskała przytomność, wiele by dała, aby móc na nowo odpłynąć w błogi stan nieświadomości. Nic z tego. Cierpienie było zbyt dotkliwe, żeby mogła tak po prostu zwyczajnie je ignorować. Nie raz i nie dwa z ust dziewczyny wyrywał się cichutki jęk, gdy przypadkiem, w chwili zapomnienia, wykonała nierozważny ruch, a przy tym poruszyła złamaną ręką. W takich momentach w oczach ciemnowłosej pojawiały się łzy bólu i rozpaczy, które jednak szybko zostawały opanowane. Nie mogła się przecież rozklejać, nie mogła okazywać słabości. Iwona nie wiedziała, gdzie się znalazła, ale była przekonana, że podobne zachowanie mogłoby ją zniszczyć lub stać się dla kogoś dobrym powodem, by ją unicestwić. Długo nad tym myślała, a przy tym wpędzała samą siebie w jeszcze bardziej nerwowy nastrój i pewnie nie potrafiłaby przestać, gdyby w końcu nie zmorzył ją wyczekiwany sen. Sen, który porwał ją w inną rzeczywistość, choć wcale nie spokojniejszą.
Śniły jej się rzeczy, których nie pamiętała i których przypomnieć sobie nie potrafiła. Dziwaczne, niepokojące obrazy pojawiały się przed oczami śpiącej w sposób chaotyczny, pozbawiony najmniejszego sensu. Pamiątki beztroskiego dzieciństwa przeplatały się z czymś niedawnym, wywołującym dreszcz przerażenia. Część z tego dziewczyna kojarzyła, jednakże większość stanowiły tylko niejasne urywki. Pełne wspomnienia wciąż pozostawały dla Iwony niedostępne.
Sceneria przed jej oczami zmieniała się błyskawicznie. Najpierw zobaczyła obraz pięknego, rodzinnego domu z wypielęgnowanym ogródkiem, a następnie przeniosła się w lata szkolne i miała okazję jeszcze raz ujrzeć wszystkich, z którymi chodziła do klasy. Dzieciaki bawiły się beztrosko, hałasując przy tym niemiłosiernie. Dziewczyna rozejrzała się dookoła, przypatrując się pojedynczym osobom. Niektóre z nich wciąż pamiętała, innych nie była w stanie skojarzyć. Kiedy jednak jej wzrok przebiegł po większości obecnych i skierował się w stronę jasnowłosego chłopczyka siedzącego cicho w kącie, wydarzyło się coś niespodziewanego. Do klasy wdarł się dym, który zamazał postać nieznajomego, po czym porwał Iwonę do kolejnego wspomnienia. 
Tym razem przed jej oczami pojawiła się kwiecista łąka, ogrodzona drewnianym płotem, jakim zazwyczaj wyznacza się padok dla koni. Na jednym z takich przęseł siedziała pewna drobna postać, którą Iwona kojarzyła, choć rozpoznać od razu nie była w stanie. Dlatego też zbliżyła się nieco i przyjrzała się nieznajomej dokładniej. Wtedy też spostrzegła więcej szczegółów, a te pozwoliły jej odkryć, że obecną osobą jest ona sama, lecz o dziesięć lat młodsza. Iwona kojarzyła śliczną, niebieską sukienkę, w jaką dziewczynka była ubrana. Gdzieś w czeluściach pamięci, uszkodzonej i wciąż jeszcze nie do końca sprawnej, wyłowiła również wspomnienie odnośnie fryzury dziecięcych lat, jaką były właśnie dwa, misterne spięte warkoczyki przyozdobione kolorowymi wstążeczkami. Matka Iwony często wiązała ciemne włosy córki właśnie w taki sposób. Robiła to celowo, aby odsłonić śliczną twarz dziecka. Dziewczyna od najmłodszych lat miała bowiem głupi zwyczaj skrywania swojego oblicza za kurtyną gęstych i długich włosów. Czyniła tak często, gdy się czegoś wstydziła albo chciała ukryć przed innymi targające nią emocje. Warkoczyki miały jej to utrudnić i uczynić z niej bardziej otwartą osobę. Nie do końca się to udało.
Iwona uśmiechnęła się, z czułością wspominając tamte czasy oraz wszelkie wysiłki, jakie czynili rodzice, aby dobrze przygotować ją do dorosłego życia, często właśnie poprzez takie drobnostki. Ona sama nie zawsze chciała z nimi współpracować. Od maleńkości była buntowniczym i upartym dzieckiem - pomimo licznych luk w pamięci, była tego całkowicie świadoma.
Dziewczyna przestała się nad tym zastanawiać. Ponownie skierowała swoje spojrzenie na sześciolatkę, na twarzy której z wolna zaczęło rysować się ogromne zniecierpliwienie, choć starannie skrywane pod łagodnym uśmiechem. Wyraźnie na kogoś czekała, na co wskazywał jej wzrok utkwiony gdzieś w oddali. Dziewczynka z wielką uwagą wpatrywała się w pewien punkt znajdujący się za plecami Iwony, która w tym czasie zbliżyła się do swojego sobowtóra, aby sprawdzić czy ta młodsza wersja jej samej jakoś na to zareaguje. Sześciolatka całkowicie ją zignorowała. Zeskoczyła z płotu i zaczęła wymachiwać rączką do zbliżającej się postaci, którą Iwona dostrzegła dopiero po chwili.
— Iwa, Iwa! 
Uroczy blondynek biegł w ich stronę, szczerząc się w szczerbatym uśmiechu. Starsza Iwona odwzajemniła ten gest, ale im bliżej nieznajomy chłopak się znajdował, tym bardziej zniekształcał się wyraz jego twarzy. On cały się zmieniał w kogoś zupełnie innego. Dzieciak nie był już dzieciakiem, lecz młodzieńcem i wcale nie uśmiechał się, ale był śmiertelnie przerażony. Podążał ku nim, gwałtownie wymachując rękoma. 
— Uciekaj! Iwona, biegnij! Oni tutaj idą!
Chłopak biegł nadal, ale tuż za nim pojawiły się ciemne postacie z karabinami w dłoniach. Jedna z nich zatrzymała się w półkroku, wymierzyła prosto w głowę blondyna i bez zawahania nacisnęła na spust. Rozległ się potworny huk, a młody mężczyzna padł martwy na ziemię i zabarwił ją morzem czerwieni. 
Iwona krzyknęła z przerażenia, po czym w pierwszym odruchu rzuciła się w kierunku chłopaka, ale on rozpłynął się w powietrzu na jej oczach, zanim zdążyła go dosięgnąć. Dziewczyna tego nie zrozumiała. W pełnej konsternacji spojrzała na płot w poszukiwaniu pomocy czy jakiegokolwiek wytłumaczenia u swojego młodszego sobowtóra, lecz tam również nie ujrzała już nikogo.
Bo dziewczynki zwyczajnie nie było. Kiedyś istniała, ale dorosła. Zrobiła to niepoprawnie szybko, podobnie jak chłopak, który został zamordowany. Ani jedno, ani drugie nie wyraziło na to zgody, to brutalność zachowań obcych ludzi pozbawiała dzieci ich dzieciństwa i beztroski. Udowodniła, że bitwa to nie tylko zabawa przy użyciu drewnianych mieczyków oraz garnków pełniących rolę żołnierskich hełmów. Przekazała jasny komunikat - że w wojnę nie wolno się bawić, nie wolno też pozostawać obojętnym i nieświadomym okrucieństw z nią związanych. Trzeba traktować ją poważnie i być gotowym na poniesienie wszelkich konsekwencji, które niesie za sobą jej prawdziwość.
Iwona wpatrywała się w punkt, gdzie jeszcze przed chwilą spoczywało martwe ciało obcego chłopaka. Raczej go nie znała, ale w momencie, kiedy padł strzał, coś w niej pękło, jakby nieznajomy jednak znaczył dla niej znacznie więcej. Nie zdążyła się nad tym zastanowić, bo obraz, który miała przed oczami, nie był trwały, po chwili zniknął, został zdmuchnięty przez podmuch gorąca, a ona sama, po raz kolejny, znalazła się w innej rzeczywistości.
Dłuższą chwilę zajęło jej zrozumienie, gdzie tak naprawdę się znajduje, a gdy to pojęła, przerażenie ponownie ścisnęło jej gardło. Dziewczyna stała pośrodku przedziału w zniszczonym, strawionym przez języki ognia, pociągu. Nie pamiętała go, a raczej nie przypomniała sobie od razu. Zwykły strach wypchnął te wspomnienia z jej pamięci, jakby chcąc ją chronić za wszelką cenę. Jednak nie mógł nic poradzić na to, że były one zbyt silne i wracały w nocy, zmodyfikowane dodatkowo przez koszmary senne. Tak też było tym razem, a Iwona spostrzegła przed sobą wszystko to, co pragnął podsunąć jej umęczony umysł. Widziała zatem różne okropieństwa - palące się ciała oraz kończyny powykrzywiane pod niemożliwym kątem. Szczątki organów i plamy krwi ciągnęły się niemal na całej długości wagonu, a okrzyki konających ludzi i tych mających w sobie jeszcze odrobinę siły, aby błagać o łaskę, odbijały się od zniszczonych ścian i trafiały w Iwonę niemal rykoszetem. Dziewczyna czuła obrzydzenie, a nawet chętnie by uciekła, ale zwykły, ludzki odruch kazał jej pozostać na miejscu i pomóc, tym, dla których jeszcze nie było za późno.
Iwona wyciągnęła drżącą rękę w stronę poszkodowanych leżących najbliżej, ale nikt nie zareagował. Ludzie płakali i krzyczeli, wyciągali rozpaczliwie ramiona w jej kierunku, nikt jednak nie był w stanie dosięgnąć dziewczyny. Ona sama ponowiła próbę, a wtedy właśnie ktoś rzucił się na nią z boku i wypchnął przez okno. Szkło, które jakimś cudem ocalało kataklizm, pękło pod ciężarem dwóch, złączonych ze sobą w żelaznym uścisku, ciał, a Iwona, choć w jakimś stopniu zdała sobie sprawę, że to tylko sen, odczuła wszystko niemal realnie. Poczuła zderzenie ze zmarzniętą ziemią. Odczuła także każdą, drobniutką rankę, jaką na jej ciele pozostawiły odłamki rozbitej szyby, przez którą wyleciała. Po pokaleczonej skórze oraz podartym ubraniu niemal natychmiast szybko zaczęła spływać ciemna, gorąca krew. Ból, który za sobą niosła, sprawił, że Iwona wyrwała się z zimnych macek snu i całkiem przebudziła. Wtedy też zdała sobie sprawę, że krzyk, który wyrwał się z jej ust podczas zderzenia z taflą szkła, wciąż wydobywa się z jej gardła, a potok łez zdobi zaróżowione policzki. Dziewczyna próbowała zerwać się do pozycji siedzącej, ale coś jej w tym przeszkadzało. Nie poddała się. Spróbowała ponownie, a wtedy też więcej szczegółów przedarło się do świadomości dziewczyny.
— Uspokój się, uspokój! 
Ktoś krzyczał na nią i leciutko potrząsał, a przestał, dopiero gdy spostrzegł, że otworzyła oczy. Wtedy też pozwolił dziewczynie usiąść, po czym przytulił do siebie jej roztrzęsione ciało. Przygarnął ją do własnej, nagiej piersi i dał czas, którego ona tak bardzo potrzebowała, aby się uspokoić.
— To tylko sen, głupia. No, nie płacz już. Jesteś bezpieczna.
Męska dłoń gładziła ją po włosach raz za razem, a jego usta wciąż szeptały słowa pocieszenia, które nie znaczyły kompletnie nic, ale cichy i spokojny tembr głosu mężczyzny, sprawił, że dziewczyna w końcu przestała łkać. Jednak on nie wypuścił jej ze swoich objęć, dopóki nie ustały również dreszcze zdenerwowania. Iwona na to pozwoliła. Była zbyt przestraszona - swoim koszmarem oraz taką  nagłą, niespodziewaną bliskością narzuconą przez kogoś obcego, aby zacząć protestować.
— Kim jesteś? — spytała po upływie kolejnych minut, które pozwoliły jej się ostatecznie pozbierać.
Zerknęła niepewnie na chłopaka i ponownie zamarła, gdy spostrzegła, że jej pocieszycielem stał się ten sam osobnik, który nie tak dawno temu jasno dał do zrozumienia, że nie jest ona mile widzianą osobą. Teraz zmienił się nie do poznania. Z jego twarzy, choć na chwilę, zniknęła wrogość. W zamian przemknęła przez nią troskliwość, ale także niepokój, które odmieniły jego oblicze. Wszystko to jednak zostało stłumione i przykryte szczelną maską obojętności, kiedy chłopak spostrzegł, że dziewczyna go rozpoznała.
— Lepiej ci już? Nie mogłem spać przez te twoje dzikie wrzaski.
Odsunął ją od siebie gwałtownie i nieco zbyt brutalnie, po czym wstał z łóżka i oddalił się na kolejne kilka kroków, jakby za wszelką cenę starając się zachować bezpieczny dystans. Na nowo stał się nieprzyjemny. Iwona nie rozumiała takiej reakcji. Obdarzyła nieznajomego zdziwionym spojrzeniem, a jej wzrok mimowolnie otaksował go całego. Przemknął najpierw przez ciemne, dość krótko obcięte włosy, które układały się tym razem w coś całkowicie abstrakcyjnego, a fryzura ta jasno wskazywała na to, że chłopak dopiero co wstał z łóżka, a raczej zerwał się z niego, aby ratować dziewczynę przed wyimaginowanym niebezpieczeństwem. 
Iwona zawstydziła się swoją reakcją i chwilowo ucieszyła z półmroku panującego w pokoju, bo ciemność pozwoliła skryć rumieniec, który wykwitł na jej policzkach i który rozszerzył się jeszcze bardziej, gdy spostrzegła, że chłopak ma na sobie jedynie bokserki, a jego ładnie rozbudowanej muskulatury nie skrywał tym razem żaden materiał. Iwona poczuła się speszona, ale nie wywołał tego sam fakt niemalże nagości. Bynajmniej. Powodem była raczej ta niepoprawna i niespodziewana bliskość, jaką obdarzył ją nieznajomy mężczyzna. Drobna brunetka wciąż odczuwała ciepło jego ciała tak blisko swojego. Iwona nie przypominała sobie, aby kiedykolwiek ktoś tulił ją w podobny, tak bardzo intymny, a zarazem troskliwy sposób. To było krępujące.
— Obudziłeś mnie. — Rzuciła bez zastanowienia. Nie przemyślała, jak dziwnie może zabrzmieć to zdanie. Nie myślała. Chciała zrobić wszystko, aby odwrócić uwagę chłopaka od swojego dziwnego zachowania.
— A miałaś dobre sny? — zapytał, unosząc w górę ciemne brwi.
Pokręciła głową. 
— Więc chyba możesz być mi wdzięczna. 
Dziewczyna niemal natychmiast opuściła głowę, próbując skryć się za kurtyną ciemnych włosów. Nie spostrzegła zatem błysku rozbawienia, jaki pojawił się w oczach chłopaka. Nie musiała widzieć i bez tego wiedziała, że ta reakcja, zarówno dla niego, jak i dla niej, była stanowczo przesadzona. 
— Jak masz na imię? — spytała, próbując zmienić temat, po czym otarła dłonią ślady łez. 
Chłopak widział, że stara się na niego nie patrzeć i to go bawiło. Usiłował zachować powagę, ale przychodziło mu to z trudem. Nie wiedział, co tak naprawdę zawstydziło Iwonę, a przez to źle ją ocenił. Pomyślał, że dziewczyna na siłę stara się zachowywać w sposób cnotliwy. Nie zrozumiał, że Iwona zwyczajnie może bać się bliskości, którą on bez pytania jej narzucił. To wszystko spowodowało, że zbyt szybko wyrobił sobie o niej błędną opinię. Może było tak dlatego, że on sam był nieco starszy, został wychowany w innych warunkach, a mimo młodego wieku sporo w życiu już przeszedł? Miał na głowie ważniejsze problemy, natomiast nadmierna wrażliwość pozostawała dla niego czymś absurdalnym. Wszystkie te myśli spowodowały, że jego dobry humor szybko minął. Wróciły przykre wspomnienia i świadomość, że tej dziewczyny nie powinno tu być. Nie zamierzał ułatwiać jej życia.
— Po co ci moje imię? Możesz się zwracać do mnie bezosobowo. Nie widzę najmniejszego problemu. Zwłaszcza, że raczej nie zagrzejesz tutaj zbyt długo miejsca. — Chyba dostrzegł dziecinność własnego uporu, a może przekonała go zacięta mina Iwony. W każdym razie westchnął i przewrócił oczami. — Kamil. Mam na imię Kamil. Zadowolona?
— Ładnie — skwitowała, ignorując wypowiedź na temat długości jej pobytu w tym dziwnym miejscu. Kamil ponownie westchnął i machnąwszy ze zrezygnowaniem ręką skierował się do wyjścia. Stwierdził, że rozmowa z nią nie ma najmniejszego sensu i nic nie wnosi, ale ona znowu go zaskoczyła. Jednym zdaniem zatrzymała go w półkroku i spowodowała, że jego serce zamarło na jedną, głupią sekundę. — Ja nie pamiętam niczego. Nie wiem, czy mam gdzieś rodzinę, czy jest ktoś, kto na mnie czeka. Ciebie też nie kojarzę i nie jestem pewna, czy kiedykolwiek wcześniej mieliśmy ze sobą do czynienia. Nie mogę tego wiedzieć — wyznała cicho zachrypniętym od płaczu głosem, a łzy znowu zabłysły w jej oczach. 
Kamil zatrzymał się i spojrzał na nią z niedowierzaniem. 
— Dlatego ryczysz? — zdziwił się.
Nie tylko. We śnie widziałam martwych ludzi. Stosy zamordowanych i umierających. Widziałam, jak mężczyzna z karabinem zabija chłopca, który był chyba bliski mojemu sercu.  Nie wiem, czy była to prawda. Chciała to wszystko powiedzieć, ale nie chciało przejść jej to przez gardło, dlatego tylko pokiwała leniwie głową, nie zdradzając prawdziwych powodów tego wybuchu.
— To nic. Dla ciebie może tak będzie lepiej — wymamrotał, po czym niechętnie, z lekkim ociąganiem, ponownie zbliżył się do jej łóżka i przykucnął tuż obok. 
Wyciągnął dłoń i delikatnie pogłaskał ją po zdrowym ramieniu. Tego zranionego, obandażowanego wciąż bał się dotykać, bo nadal miał w pamięci moment, gdy jego siostra starała się nastawić tę rękę, działając zupełnie intuicyjnie. On sam dużo w życiu widział, ale obserwując, jak Gosia siłuje się ze złamaną kością, zrobiło mu się niesamowicie szkoda nieprzytomnej. Na samo to wspomnienie, pojedynczy dreszcz przebiegł jego ciało, a Iwona to wychwyciła i po raz kolejny spojrzała na niego ze zdziwieniem. Kamil przewrócił oczami i przybrał nieprzenikniony wyraz twarzy.
— No co? Wbrew pozorom nie jestem twoim wrogiem. Nie podoba mi się, że się tutaj zjawiłaś, ale skoro już jesteś, to chyba muszę się z tym pogodzić. Przynajmniej na jakiś czas.
— Dlaczego uważasz, że tak będzie dla mnie lepiej? — spytała, wyraźnie zaintrygowana jego słowami. — No wiesz, z tym niepamiętaniem.
— Po prostu czasami dobrze jest zapomnieć. Pamięć niesie za sobą mnóstwo cierpienia, więc powinnaś się cieszyć, że dostałaś szansę, aby zacząć wszystko z czystą kartą.
— Ale ja chcę sobie przypomnieć. Choćby bardzo bolało. To wspomnienia nas budują, kształtują charakter...
— Nie wiesz, o czym mówisz. — Przerwał jej, zanim zdążyła się rozkręcić. Brutalnie pozbawił ją złudzeń. — Nie masz nawet najmniejszego pojęcia, jak to jest żyć przeszłością, budzić się każdego ranka i czuć, że wyrzuty sumienia lada chwila cię pochłoną. Zeżrą na żywca.
— Nie wiem. — Zgodziła się po chwili namysłu. — Ale i tak chciałabym przypomnieć sobie cokolwiek. Przez te wszystkie luki w pamięci czuję się jak kompletne zero.
— Nie mów tak. To głupoty. — Zganił ją, choć sam nie wiedział, dlaczego.
Chce się obwiniać, to niech się obwinia. Ja nie jestem tu od podnoszenia samooceny przybłędom, pomyślał robiąc gorzką minę, ale nie potrafił zostawić ją samą sobie. Coś w tej drobnej brunetce go intrygowało. Nie był pewny, co takiego, lecz odkąd ją spotkał, zielone oczy dziewczyny prześladowały go nocami.
— Ale to prawda. — Upierała się. — Nie mam nawet imienia.
Opuściła wzrok, ale niemal natychmiast znowu na spojrzała na swojego rozmówcę, gdy spostrzegła dwie, groźnie wyglądające szramy ciągnące się tuż nad sercem chłopaka. Całe jego ciało oszpecone było drobnymi bliznami. Wcześniej dziewczyna ich nie widziała, bo utrudniał jej to panujący mrok, teraz w jej głowie zrodziło się mnóstwo pytań. Nawet otworzyła usta, aby zadać pierwsze z nich. Kamil chyba to dostrzegł, bo nie pozwolił jej wypowiedzieć choćby słowa. Szybko podjął przerwaną dyskusję. 
— Masz. 
Zniecierpliwił się. Zerwał się na równe nogi i spojrzał na nią ostatni raz z góry. 
— Iwona. Masz na imię Iwona. O więcej nie pytaj, bo nie wiem ani nie chcę tego zdradzać. Tyle powinno ci wystarczyć na ten moment, a teraz leż i się nie ruszaj. Ktoś niedługo cię odwiedzi.
— Poczekaj!
Nie czekał. Wyszedł z pokoju i zatrzasnął za sobą drzwi z taką siłą, aż zdawało się, że drewniane ściany zadrżały ze strachu. Tak naprawdę to drżał Kamil - z gniewu, z niepokoju, z długo tłumionych emocji.


Obdarzył siostrę jeszcze jednym, ostatnim spojrzeniem, aby upewnić się, że dziewczyna śpi, po czym cicho zamknął za sobą drzwi jej sypialni i skierował się do swojego pokoju. Wiedział, że nie powinien zostawiać dziecka samego, bo gdyby wydarzyło się coś złego, rodzice nigdy by mu tego nie wybaczyli. Ba, on sam by sobie nie potrafił tego wybaczyć. Dlatego też wciąż targały nim wątpliwości. Większość z nich była całkowicie słuszna, ale on starannie je ignorował. Jednocześnie strach nie pozwalał mu zrezygnować, choć resztki zdrowego rozsądku kazały mu to poważnie przemyśleć i być może postąpić inaczej. Nie myślał. Nie zastanawiał się nad tym, co zrobi, gdy jednak nie znajdzie Iwony. Nawet nie wiedział, gdzie zacząć te poszukiwania. 
Zadzwonił telefon.
— Odczytałem wiadomość. — Usłyszał w słuchawce znajomy głos kumpla. Głos przepełniony pretensjami. Słusznymi zresztą. — Stary, zdajesz sobie sprawę o co mnie prosisz?
Westchnął. 
— Nie robiłbym tego, gdybym miał inną możliwość. Nie mieszałbym cię w to, Maciek.
— Wiem, znam cię, ale wolałem się upewnić. Zaraz będę. 
Rozłączył się, a Kuba wydobył z szafy stary, szkolny plecak i zaczął wpychać do niego na chybił trafił ubrania oraz rzeczy, które mogłyby okazać się przydatne. Idiotyzm. Tak miał o tym myśleć z perspektywy czasu, jednak w chwili podjęcia decyzji, wszystkie działania wydawały mu się słuszne. 
Jakub zarzucił plecak i zszedł do kuchni. Przygotował tam drobne zapasy, które również planował ze sobą zabrać. Pakując do plecaka parę butelek wody i puszek żywności, był z siebie niesamowicie dumny. Jednak cwaniactwo miało się niedługo skończyć. Wymuszona dorosłość już czekała, a parę chwil później Jakub opuścił dom i nieświadomie wyszedł jej na spotkanie. Przystanął tuż za progiem i pozwolił, aby otoczyła go ciemność. W ten sposób dał sobie jeszcze parę chwil na zastanowienie, choć było to bezcelowe. Nie zamierzał przecież zmieniać zdania.
— Jestem. 
Usłyszał zdyszany głos Maćka, a chwilę potem zobaczył go truchtającego w jego stronę. Niewysoki, rudowłosy, o masywnej posturze nie budził ani sympatii, ani zbyt wielkiego zaufania. Mimo to Jakub go lubił, bo wiedział, że zawsze może na niego liczyć i to niezależnie do sytuacji. Tym razem też go nie zawiódł. 
— Zgaduję, że nie powiesz mi ani o co chodzi, ani co planujesz zrobić?
— Nie mogę. Nie teraz. Kiedyś ci wszystko wytłumaczę. 
Chciał to zrobić, ale gdyby tak postąpił, sam sobie utrudniłby wiele rzeczy. Maciej to zrozumiał.
— I tak wiem, że chodzi o nią — rzucił, ale w jego głosie nie było śladu potępienia. Widać było, że niepokoi się o kumpla, lecz nie zamierzał go moralizować ani starać się wybić mu z głowy niedorzecznych pomysłów. — W każdym razie mam nadzieję, że dobrze to sobie przemyślałeś i nie zrobisz głupot. Gdzie mała?
— Na górze w swoim pokoju. — Udzielił przyjacielowi instrukcji. — Powinna spać aż do rana, ale gdyby się obudziła, wolałbym, żeby nie była sama. Czasami ma napady lękowe i wtedy mogłoby być nieciekawie. 
— A co z twoimi rodzicami? Przecież mnie zabiją, gdy nie zastaną cię w domu, a w zamian będę ja. 
— Wracają rano, jeżeli ulotnisz się przed siódmą, to nawet się nie zorientują, że tutaj byłeś. 
Maciek patrzył na niego z pewną dozą podejrzliwości, pokręcił głową z niedowierzaniem i w końcu nie wytrzymał:
— Kurwa, Kuba. To czyste wariactwo! 
— Uda się — zapewnił go Jakub. Starał się brzmieć pewnie, ale nutka zawahania i tak się pojawiła, zdradzając, że nie wszystko jest tak doskonale przemyślane, jak mogłoby się wydawać. — W ramach podziękowania masz u mnie skrzynkę piwa. 
— Nie ma mowy! Jak to się uda, a ty wrócisz, będę ściągał od ciebie taki co tygodniowy haracz! Jakie ryzyko, taka zapłata, stary. Nic nie poradzisz.
— Niech ci będzie. — Zgodził się niby niechętnie, ale uśmiech pełen ulgi zawitał na jego usta. Przynajmniej jeden problem z głowy.
Pożegnał się z przyjacielem, a potem raźnym krokiem ruszył przed siebie w kierunku autobusowego przystanku, natomiast dwie godziny później spacerował już uliczkami Starego Miasta i borykał się z pierwszymi problemami. Zastanawiał się, jak, do cholery, ma znaleźć jedną osobę wśród wielotysięcznej metropolii. Trapiło go, jak ma dokonać tego, co nie udało się do tej pory rodzicom dziewczyny. Oni nie są tak zdesperowani, myślał sobie, wypytując kolejne osoby i pokazując im zdjęcie Iwony. 
— Przykro mi, chłopcze, nie pamiętam jej — oznajmiła starsza właścicielka pobliskiej kawiarni. Kobieta położyła dłoń na jego ramieniu w geście pocieszenia. — Nie przejmuj się. Codziennie przychodzi tędy parę tysięcy osób. Nie sposób spamiętać wszystkich, ale może jest ktoś, kto ją zauważył.  Poza tym, jak kocha, to wróci prędzej czy później. 
— To tylko przyjaciółka — wymamrotał niewyraźnie, w dłoniach ściskając fotografię Iwony. — Wie, pani, ona jechała tym pociągiem do Krakowa, który uległ wypadkowi ponad tydzień temu. Jej rodzice nie dowiedzieli się niczego istotnego, więc postanowiłem poszukać ją na własną rękę. 
— W takim razie może szukasz w nieodpowiednim miejscu? 
— Co, pani, ma na myśli? 
— Tylko tyle, że miejsce zmarłych jest na cmentarzu, chłopcze. 
Mocniej ścisnęła jego ramię i spojrzała na niego ze współczuciem. Jakub zignorował te przyjazne gesty. Zerwał się z miejsca, strząsnął dłoń kobieciny, po czym spojrzał na nią ze złością. 
— Ona żyje. Kiedy ją odnajdę, przyprowadzę tutaj i wtedy pani zobaczy. 
— Jesteś młody i naiwny, ale całe życie przed tobą. Może będzie lepiej, gdy...
— Znajdę ją - stwierdził stanowczo i skierował się do drzwi, wcześniej płacąc za zakupioną herbatę. — Znajdę i przyprowadzę tutaj.
— Mam ogromną nadzieję, że tak się stanie. Będę was wyczekiwała — obiecała staruszka, ale on już tego nie słyszał. 
Wyszedł z lokalu i na nowo rozpoczął swoje poszukiwania. Chodził od sklepu do sklepu,  od szpitala do szpitala i zaczepiał nieznanych ludzi, ale nie osiągał żadnego efektu. Nikt nie widział Iwony, a Kuba stawał się coraz bardziej zmęczony oraz zniechęcony. Przyjechał do Krakowa, licząc na to, że od razu natrafi na jakąś poszlakę. Był naiwny i powoli zaczęło to do niego docierać. 
Jakub przysiadł na ławce znajdującej się na przystanku. Postanowił przenieść się do innej dzielnicy, aby tam kontynuować swoje śledztwo. W oczekiwaniu na przyjazd tramwaju, oparł się wygodnie o ramę konstrukcji zadaszenia i uważnie obserwował mijających go ludzi. Nie wierzył już, że Iwona pojawi się nagle tuż przed nim cała i zdrowa, ale liczył na to, że odnajdzie jakikolwiek znak, który wskaże mu, jaką drogę powinien obrać. Był pilnym obserwatorem, lecz po paru minutach zmroczył go sen. Krótki, szybko przerwany, ale wystarczający dla poszukującego okazji złodzieja. Kiedy chłopak się przebudził, jego plecaka z całymi zapasami i pieniędzmi już nie było. 

12 komentarzy:

  1. pierwsza część zostła opisana bardzo plastycznie. podobało mi się, że to w dosć przerażający i urywany sen Iwony wplotłaś urywki jej życia. Dzięki temu dziewczyna coś tam sobie może pzypomni, ale nie będzie to zbyt miły sposób. ponadto dobrze łączysz opisywanie cierpienia fizycznego z psychicznym.
    Fascynuje mnie Kamil. zmienia naswawienie w ciągu sekundy. widać, ze przejął się snem Iwon, ale jednocześnie nie chce dać po sobie poznać jakiekolwiek zaangażowania. Rozumiem to. ale nie kapuję,dlaczego uznał ze to dziwne, że dziewczyna obawia się jego dotyku? No i ciekawe, skąd zna jej imię. mam nadzieje, że kiedyś się bardziej przed nią otworzy. Lubię go. To taka pozorna sprzeczność, która kryje w sobie mnóstwo tajemnic i pewnie równie wiele emocji, watpliwosci i straconych złudzeń.
    Co do Kuby, no cóz, mistrzem planowania to on nie jest, ale przynajmniej w tej wersji pamiętał o swojej siostrze. może ten Maciek w przyszłości jakoś pomoże znaleźć Kubę? Eh... Nieźle się chłopak wrobił, tyle powiem.
    Postanowiłam wypisać trochę uwag do tego rozdziału:
    ewentualnie na prawym ramieniu. – boku
    walczyła z własnych strachem – własnym.
    Cierpienie (…) wyrywało wręcz z ust dziewczyny cichutki jęk – nie sądzę,m żeby cierpienie miało taką moc xD
    W opisach używasz dywizów zamiast myślników.
    Udowodniła, że wojna to nie tylko zabawa przy użyciu drewnianych mieczyków oraz garnków pełniących rolę żołnierskich hełmów. Przekazała jasny komunikat - że w wojnę (…) - Powtórzenie „wojny”; ponadto wydaje mi się, że cały opis jest zbyt moralizatorski; ta scena mówi sama za siebie. Podobnie później, kiedy piszesz o możliwych konsekwencjach ucieczki Kuby, mam wrażenie, że trochę się zagalopowałaś.
    Poczuła zderzenie ze zmarzniętą ziemią. Poczuła także każdą, drobniutką rankę, którą na jej ciele pozostawiły odłamki rozbitej szyby, przez którą wyleciała. – powtórzenie poczuła i „których”
    Nie zrozumiał tego, że Iwona zwyczajnie może bać się bliskości, którą on jej bez pytania narzucił. – „on bez pytania jej” – inna kolejność. Wykreśliłabym także „tego”.
    Zwłaszcza, że – bez przecinka, podobnie jak w „mimo że”. było jeszcze kilka błędów interpunkcyjnych, głownie za dużo przecinków, zaś raz brakowało przecinka przed "o co chodzi" oraz przed imiesłowem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za komentarz ;)
      Cieszę się, że Kamil wydał ci się ciekawą postacią, bo on jeszcze trochę do zaofiarowania tutaj będzie miał.
      Kuba na logistyka ani na innego stratega by się nie nadawał, to pewne ;) W poprzedniej wersji był jednak strasznym egoistą, bo myślał cały czas o sobie, a względem siostry wykazał się brakiem odpowiedzialności. Chciałam trochę ocieplić ten wizerunek, ale też nie jakoś drastycznie.
      Dzięki za wskazanie błędów. Starałam się je ograniczyć, ale jak widać nie do końca mi się to udało. Zaraz lecę je poprawiać ;)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Daję znać, że przeczytałam, ale za chwilę lecę do pracy, więc komentarz najpewniej jutro :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Luzik :D Cieszę się, że powróciłaś i cierpliwie poczekam tyle, ile trzeba będzie :)

      Usuń
  3. Podoba mi się to, jak zgrabnie wplotłaś w sen Iwony urywki z jej życia. Bardzo bym chciała, żeby ona w końcu sobie przypomniała i wróciła do swojej miejscowości. Tak, wiem marzenie ściętej głowy.
    Kamil jest ciekawą postacią (skąd on wiedział jak nazywa się Iwona?). A Kuba jak zwykle nie grzeszy dojrzałością. Chociaż, w sumie pomyślał o siostrze.
    Pozdrawiam!
    walc-dusz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję!
      Iwa tak szybko nie wróci, ale nie chcę za wiele zdradzać ;)
      To, skąd Kamil znał imię Iwony też niebawem się wyjaśni. Chwileczkę cierpliwości poproszę :D
      Kuba jest troszeczkę rozsądniejszy, ale też nie przesadnie. Wciąż brak mu dojrzałości i zwykłej odpowiedzialności.
      Wpadnę do ciebie niebawem
      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Ok. Ja nawet wolę, żebyś teraz wszystkiego nie zdradzała, bo mam nadzieję, że jeszcze nie raz nas zaskoczysz.

      Usuń
    3. Też mam taką nadzieję :)

      Usuń
  4. Wcześniej były cytaty, a teraz nie ma cytatów, dlaczego?
    Tytuł skojarzył mi się ze słowami piosenki "Nie jestem twoim wrogiem, choć świat inaczej widzę. Choć z innych rzeczy śmieję się, innych rzeczy wstydzę. Nie o to chodzi byś ty mi, a ja tobie, mówił w co wierzyć. Nie bądźmy przeciw sobie".
    Nie powiedziałabym, że Kamil nie jest wrogiem Iwony. Z nim coś bardzo wyraźnie jest nie tak. To nie jest tylko zamknięty w sobie facet co dużo przeżył. Coś mi mówi, że to zły facet, ale i tak wolę jego od Jakuba. On mnie fascynuje, na swój sposób jako bohater pociąga, a Kubuś, taki sobie Kubuś, zwyczajny.

    Jak widzisz jestem już daleko, dziś nadrobię całe i będę cię goniła o nowe rozdziały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo zaczęłam wcześniej edytować rozdziały, ale potem zabrakło mi czasu na dodanie kolejnych cytatów i cała akcja wyleciała z głowy. Dobrze, że mi przypomniałaś, zaraz edytuję poprzednie rozdziały i pododaję cytaty tam, gdzie ich brakuje.
      Hmm... intencje Kamila jeszcze wyjdą na jaw i wtedy będziecie mogli zweryfikować czy tytuł był prawdziwy, czy jednak okazał się przewrotny ;)
      Bo Kubuś na ten moment jest niegroźnym dzieciakiem, na dobrą sprawę jeszcze nieukształtowanym, więc może sprawiać wrażenie nudnego i zwyczajnego. To taka otwarta księga, gdzie wystarczy dopisać kilka słów, aby wszystko się zmieniło.
      Goń, goń, bo wszelka motywacja potrzebna jest mi jak powietrze!
      Dzięki za komentarz!

      Usuń
    2. Też zauważyłem brak cytatów i jak widać jeszcze ich nie dodałaś. Planujesz dodać? Nie lubię takiej niekonsekwencji. Jestem czepliwy, a co mi tam.
      No i w końcu pojawił się Kamil. Uwielbiam gościa. Dużo bardziej mnie urzekł jako bohater. Z pewnością bardziej niż Kuba. Moim zdaniem jest znacznie ciekawszą postacią.

      Usuń
    3. Planuję ;) Może na dniach uda mi się znaleźć jakieś odpowiednie, które pasowałby do tych rozdziałów, a i kolejne zostaną w nie zaopatrzone.
      Kamila też lubię. Nawet bardziej niż Kubę, dlatego pisze mi się o nim łatwiej i może dlatego wydaje się ciekawszą postacią ;)

      Usuń

Obserwatorzy