sobota, 17 września 2016

8. Nowe znajomości

Miała leżeć i się nie ruszać. Tak brzmiało polecenie, a raczej rozkaz wypowiedziany przez Kamila surowym, nieco dyktatorskim tonem. Dziewczyna nie zamierzała go jednak słuchać. Kiedy tylko się rozjaśniło, wstała z łóżka, po czym zaczęła rozglądać się za czymś, w co mogłaby się przebrać. Nadal kręciło się jej w głowie, nadal bolała ręka i męczyły nudności. Jednak zwykła ciekawość skutecznie popychała do działania. Iwona chciała przeprowadzić rekonesans nowego terytorium, a nie mogła dokonać tego, paradując po okolicy w koszuli nocnej i to przynajmniej o rozmiar za małej, przez co niesamowicie króciutkiej oraz ciasno opinającej ciało. Rzecz ta w każdym razie nie była jej własnością, a Iwona wolała nie myśleć o tym, że ktoś musiał ją przebrać, kiedy ona sama pozostawała nieprzytomna. To ją peszyło.
Brunetka przeglądała kolejne szuflady oraz półki. Robiła to w pośpiechu, w obawie, że lada chwila ktoś wejdzie do pomieszczenia i przyłapie ją na myszkowaniu. Niestety, szczęście jej nie sprzyjało. W chwili, gdy otwierała szafę, drzwi do pokoju również się uchyliły. W progu pojawiła się drobna, niziutka dziewczyna o krótkich, nastroszonych, włosach w kolorze bardzo ciemnego blondu, zielonych oczach i pełnej, nieco pyzatej twarzyczce. Stanęła w lekkim rozkroku, a dłonie podparła pod boki i obdarzyła Iwonę karcącym spojrzeniem.
— Mogłam się spodziewać, że nie posłuchasz rad dobrych ludzi! Jesteś okropnym uparciuchem, słoneczko. Mój braciszek miał rację, kiedy kazał mi do ciebie zajrzeć! - zawołała i pobiegła do niej niemalże w podskokach. 
Złapała Iwonę za zdrową rękę i pociągnęła ją w stronę łóżka, po czym kazała usiąść. Kiedy dziewczyna posłusznie, choć z markotną miną, wykonała polecenie, nieznajoma spojrzała na nią z filuternym błyskiem w oku. 
— Tak w ogóle mam na imię Małgorzata, ale lubię, gdy ludzie zwracają się do mnie Gosia. Małgorzata brzmi strasznie formalnie, nie uważasz? Zresztą nieważne, nieważne! — trajkotała radośnie. — Muszę przyznać, że całkiem ci ładnie w tym kolorze. Niebieski do ciebie pasuje, ale nie przywiązuj się do tego zbytnio. To moja trzecia ulubiona koszulka i chcę ją kiedyś odzyskać. No dobra, nie patrz się tak na mnie, żartowałam. Możesz sobie ją zatrzymać, o ile będziesz się zachowywała właściwie i nie sprawisz więcej kłopotów. A teraz poczekaj tutaj, idę poszukać czegoś odpowiedniego dla ciebie, choć nie obiecuję, że będzie to coś szałowego. Niestety nie nosimy tego samego rozmiaru. Ty jesteś ode mnie wyższa i masz większe cycki, ale może coś znajdę. Dobra, poczekaj. Zaraz wracam.
Gosia wypluwała z siebie słowa z prędkością światła, a ciało zdawało się nie nadążać za jej myślami i przez to nie do końca ze sobą współpracowały. Chociaż dziewczyna wciąż jeszcze wygłaszała swoją przemowę, nogi same poniosły ją do wyjścia. Nieznajoma wybiegła z pokoju, energicznie trzaskając za sobą drzwiami, a jej ostatnie słowa zostały stłumione przez drewno.
Iwona pokręciła głową z niedowierzaniem i zaśmiała się cicho. Wprost nie wierzyła, że w tak małym ciałku może mieścić się tyle energii oraz szalonych, nieprzewidywalnych pomysłów. Dziewczyna przez chwilę zastanawiała się, czy to wszystko wydarzyło się naprawdę, czy tylko zmęczony umysł narzucił jej wizję tej nietuzinkowej osóbki. Jednak szybko odrzuciła te myśli na bok. Małgosia bowiem istniała, wróciła po chwili, niosąc w ramionach stos kolorowych ubrań. 
Mała gaduła nie sądziła, że cokolwiek z jej szafy będzie pasować na nową znajomą, ale i tak postanowiła spróbować coś dla niej znaleźć. W tym celu rozłożyła wszystko na łóżku i w rozbawieniu przyglądała się, jak przerażenie powoli odmalowuje się na twarzy Iwony. Małgosia nie dała jej jednak czasu na protesty. Szybko wydobyła ze stosu pierwszą sukienkę, po czym rzuciła ją na kolana brunetki.
— Przymierz i nie rób takiej miny. Tak, są tutaj same sukienki. Najszybciej zmieścisz się w którąś z nich. Nie dam ci nic z długim, bo usztywnienie nie przejdzie przez taki rękaw, a wszystkie bluzki na ramiączkach są dopasowane do mnie i na ciebie będą zbyt ciasne. — Wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się niewinnie, dumna, że udało się jej jakoś racjonalnie wytłumaczyć ten wybór.
Iwona westchnęła. Nie widziała sensu, aby dalej się sprzeczać, bo Gośka nie zamierzała zrezygnować. Dziewczyna po czym zaczęła siłować się z koszulą nocną. Próbowała ją zdjąć, ale przy użyciu jednej ręki nie było to wcale takie łatwe, jak mogło się wydawać. Małgosia szybko pospieszyła jej z pomocą. Ściągnęła z niej jeden materiał, po czym wcisnęła ją w drugi.
— Nie mogę w niej oddychać — wymamrotała Iwona, przeglądając się w lustrze zawieszonym na szafie. 
Zielona sukienka była ładna, ale zupełnie niedopasowana do figury dziewczyny. Poza tym kolor również nie do końca pasował. Okropnie podkreślał bladość skóry i wszystkie siniaki, które wciąż widoczne były na ciele brunetki.
— Faktycznie, ta jest zbyt obcisła — zgodziła się Gosia, nieco markotniejąc. — No, ale mam ich jeszcze całe mnóstwo. W którejś na pewno będziesz wyglądać pięknie!
— Nie muszę wyglądać pięknie. 
Iwona pokręciła przecząco głową i obdarzyła dziewczynę podejrzliwym spojrzeniem. Powoli zaczęło jej świtać, że Małgosia nie działa tak do końca bezinteresownie i ma swój dziwaczny plan. Iwona nie zamierzała jej w żaden sposób ułatwiać jego realizacji, choć z dalszym protestem wytrzymała jeszcze chwilę. Pozwoliła, aby Gosia przez parę kolejnych minut bawiła się w stylistkę i traktowała ją jak wyrośniętą lalkę do przebierania. Posłusznie podnosiła do góry zdrową rękę, gdy dziewczyna ją o to prosiła i bez sprzeciwu stawała przed lustrem raz za razem. Jednak cierpliwość Iwony miała swoje granice. W którymś momencie po prostu się skończyła. 
— Gosiu, daj spokój. Chcę ubrać się w cokolwiek — stwierdziła, gdy Małgosia pomogła jej ubrać kolejny strój i oddaliła się na kilka kroków, aby móc ocenić końcowy efekt. To, co zobaczyła wyraźnie przypadło jej do gustu, bo uśmiechnęła się z ulgą. 
Ona już znalazła, czego szukała i nawet słabe protesty Iwony nie ostudziły jej zapału. Zniechęcenie brunetki wywołało odwrotny skutek. Spowodowało, że Gosia zaangażowała się jeszcze bardziej. Ignorując bunt, na jaki siliła się jej nowa przyjaciółka, złapała ją za dłoń, chcąc poprowadzić przed szafę, aby i ona mogła zobaczyć swoje odbicie.
— Nie możesz wyglądać byle jak. Ja cię stąd nie wypuszczę, dopóki nie wybierzemy czegoś, w czym będzie ci ładnie. A teraz zamknij oczy. Nie czekając na reakcję dziewczyny, sama zasłoniła jej oczy, zanim ta zdążyła się zobaczyć w tafli szkła. Poprowadziła ją jeszcze odrobinę do przodu i zatrzymała. — Chyba znalazłam swój typ. Zobaczymy, jak spodoba się tobie. Dobra, możesz otworzyć.
Iwona, czując, że Gosia zabrała swoje dłonie, posłusznie uchyliła powieki i zaniemówiła. W lustrzanym odbiciu zobaczyła dziewczynę o długich, ciemnobrązowych, lekko falowanych włosach i ciepłych, czekoladowych, choć zmęczonych, oczach. Okropne cienie niewyspania rysowały się tuż pod nimi i postarzały twarz o przynajmniej kilka lat, lecz nie zwracały tak bardzo uwagi. Dużo bardziej wzrok przyciągało to, co dziewczyna miała na sobie. Sukienka o żywym odcieniu lazuru ładnie podkreślała kształty jej figury, ale nie była aż tak bardzo opięta, jak poprzednie. Jedyną wadę tego ubioru zdecydowanie stanowiła jego długość, a raczej jej brak. Sukienka sięgała nieco za połowę uda, co było dla Iwony stanowczo nieodpowiednie. Kiedy to zobaczyła, aż zachłysnęła się z wrażenia.
— Chyba sobie żartujesz — warknęła na zachwyconą Gosię, która stała z boku i przyglądała się swojemu dziełu z nieskrywaną dumą. — Nigdzie w niej nie wyjdę, a tym bardziej nikomu się w niej nie pokażę! Toż to zwykła bluzka, a nie sukienka!
— Tak, to fakt, gdy ja ją wkładałam, sięgała prawie kolana... — Przyznała jej rację Małgosia. Dziewczyna potarła podbródek w zamyślaniu, lecz kiedy spostrzegła mordercze spojrzenie, jakim obdarzyła ją Iwona, natychmiast się zrekompensowała. No nowo się ożywiła i aż klasnęła w dłonie z radości. — Ale na tobie wygląda dużo lepiej! Możesz mi zaufać. Ja się na tym znam. Całe swoje dziewiętnastoletnie życie dopracowywałam sztukę ubierania!
— Zapomnij! — Iwona nie chciała o tym słyszeć. 
— Dobrze, w takim razie będziesz paradować z gołym tyłkiem, bo nic innego nie mam!  — fuknęła na nią Gośka. — Ewentualnie mogę przynieść jakieś ubrania od Kamila, ale wątpię, aby był on zadowolony, że jakaś obca laska zabierze mu ciuchy. Wybór należy do ciebie. 
— A nie mogę włożyć po prostu mojego ubrania? — spytała, spoglądając błagalnie na Małgosię. Czuła, że i tak nic nie ugra, ale postanowiła spróbować ten ostatni raz osiągnąć jakąkolwiek ugodę, która zadowoliłaby obie strony. — Zakładam, że jakieś na sobie miałam, gdy... się tu znalazłam. 
— Musiałam je wyrzucić — wyznała dziewczyna i nieco się przy tym zmieszała. — Było kompletnie zniszczone. Prawie się na tobie rozsypało, kiedy Kamil cię tutaj do nas przyniósł. 
— On mnie tutaj przyniósł? — Ta informacja ją zmroziła, spowodowała, że dziewczyna poczuła się nieswojo i całkiem straciła zainteresowanie tym, co miała na sobie.
— A co ty myślałaś? — Dla Gosi zdziwienie Iwony było zupełnie niezrozumiałe. — Babcia nie dałaby rady cię tutaj dostarczyć i pewnie chcąc, nie chcąc zostawiłaby cię samą sobie, gdyby Kamil nie poszedł jej szukać i nie zastał jej, stojącą nad tobą. 
— Poczekaj, ja nic nie rozumiem. 
— A co tu rozumieć? Babcia poszła na spacer i znalazła cię nieprzytomną w lesie. Podobno ktoś cię pobił, niemal skatował na śmierć. Nie znam szczegółów. Od babci ciężko się czegoś dowiedzieć, bo ona jest... specyficzną osobą, a Kamil zwyczajnie nie chce mi nic powiedzieć. Ostatnio bardzo się ode mnie odsunął. — Usta dziewczyny po raz pierwszy ułożyły się w smutną podkówkę. Zupełnie to do niej nie pasowało, lecz nie trwało długo. Blondynka niemal natychmiast się rozchmurzyła. — No, ale zajęliśmy się tobą i cieszę się, że tak długo uczyłam się tych durnych książek, bo umiałam jako tako poskładać ci rękę. Nie wiem, czy zrośnie się dobrze, ale nie wygląda tak tragicznie i chyba już nie boli tak bardzo?
— Nie, nie boli, ale zwolnij troszeczkę, bo nie nadążam. — Iwona chciała poukładać to sobie w głowie, ale nadpobudliwość blondynki wcale jej tego nie ułatwiała. — Skoro znaleźliście mnie ranną nie powinniście zadzwonić na pogotowie lub policję? Wybacz, ja naprawdę jestem wam wdzięczna, ale może ktoś mnie szuka i...
— Nie. 
— Co? — Iwona znowu nie zrozumiała. Spojrzała na blondynkę pytająco, a ona tylko pokręciła głową i odeszła, aby usiąść na łóżku.
— Nikt cię nie szuka, bo nie masz rodziny. — Gosia patrzyła na nią z uwagą i współczuciem. — Babcia twierdzi, że twoi rodzice zginęli w wypadku samochodowym przeszło rok temu. Opowiadała nam, że od tamtej pory podobno opiekował się tobą jakiś człowiek, zwykły psychopata, któremu jednak się znudziłaś i postanowił się ciebie pozbyć. 
— Nie wierzę w to. — Pewność, z jaką Iwona wypowiedziała to zdanie, spowodowała, że Gosia uniosła w górę jasne brwi w wyrazie zdziwienia. Dziewczyna natychmiast pospieszyła z wyjaśnieniami. — Sama mówiłaś, że twoja babcia nie jest normalna. Skąd ona może to wszystko wiedzieć? Przecież nie znała mnie wcześniej, czyż nie tak?
— To nie jest moja babcia. — Małgosia wzruszyła ramionami, jakby było to całkowicie jasne i proste do pojęcia. — Poza tym nie powiedziałam, że jest nienormalna, a raczej nietypowa. Jednak nigdy nie kłamie. Możesz jej ufać.
— Zaraz eksploduje mi mózg — uprzedziła Iwona, łapiąc się za głowę. Próbowała połączyć wszystkie fakty, ale zadanie to znacząco ją przewyższało. — Mówisz o niej babcia, to jak to nie jest twoją babcią? 
— Nie łączą mnie z nią więzi rodzinne, ale traktuję ją jak kogoś bardzo bliskiego. Gdyby nie ona, to pewnie nie miałabym okazji, aby z tobą teraz porozmawiać. Zwyczajnie bym nie żyła albo nie żyłby Kamil. — Gosia się zamyśliła. Uciekła przed Iwoną spojrzeniem, jakby wstydząc się związanego z tym wyznaniem wspomnienia. — W każdym razie Babcia nam pomogła, udzieliła schronienia, a w zamian my postanowiliśmy zostać i zaopiekować się nią. Ona ma swoje lata i nie ze wszystkim sobie radzi.
— A...
— W co się wpakowaliśmy? — Przerwała jej, zanim zdążyła sformułować swoje pytanie. — Ja się wpakowałam, a Kamil chciał mi pomóc i przez to przypadkiem pociągnęłam go za sobą na dno. 
Odetchnęła głęboko, zamknęła oczy, a kiedy je otworzyła, Iwona zobaczyła w nich wiele różnych emocji. Widziała strach, niepewność, a przede wszystkim ogromne wyrzuty sumienia. Iwie zrobiło się głupio. Pewnych spraw nie należało drążyć, zwłaszcza, że nie znała tych ludzi.
— Przepraszam, nie powinnam pytać.
— Nic się nie stało. To tylko przeszłość. Ona nie powinna rządzić naszym życiem, choć czasami ciężko ją utemperować. — Gosia uśmiechnęła się leciutko, starając się przykryć fatalne pierwsze wrażenie. — W każdym razie nie musisz zaprzątać tym sobie głowy. Chodź, oprowadzę cię po okolicy, zanim wróci Kamil.  

Nie wiedział, jak się zachować, gdy spostrzegł, że został okradziony. Nie mógł przecież zgłosić tego na policję. Odkąd znalazł wezwanie na komisję wojskową, stracił zaufanie do wszelkich służb mundurowych. Musiał działać zatem na własną rękę. Kiedy tylko minął początkowy szok, zaczął wypytywać obecnych na przystanku ludzi, czy nie zauważyli czegoś, czy nie widzieli nikogo podejrzanego. Wszyscy zaprzeczyli.
Kuba jeszcze chwilę szukał, rozglądał się, ale szybko stracił nadzieję. W końcu opadł na ławkę i ukrył twarz w dłoniach w geście zrezygnowania. Nagle stał się bezbronny, niczym małe dziecko i coraz bardziej żałował, że w ogóle zdecydował się na ten wyjazd. Teraz jednak nie mógł wrócić do domu, choćby tego chciał. Nie miał żadnych pieniędzy, szybko też odrzucił pomysł dotyczący jazdy bez biletu. Ktoś i tak by go przyłapał — w pociągach zawsze odbywa się kontrola i z całą pewnością taka zagrywka zostałaby wykryta. Poza tym Jakub zwyczajnie bał się reakcji rodziców. Gdyby wrócił z Iwoną, miałby dobry powód, którym mógłby się usprawiedliwić, a tak narażał się tylko na śmieszność i wściekłość. Kuba często zgrywał niezwykle odważnego, czasami zdarzało mu się pyskować rodzicom, ale w głębi duszy Jakub tak naprawdę bał się ich reakcji, a spodziewał się, że ta nierozsądna ucieczka pociągnie za sobą całą masę podobnych konsekwencji. Wiedział, że zwyczajnie mu się oberwie. Dlatego postanowił nie wracać, a co się z tym wiązało — nie mógł zwrócić się o pomoc do Pauliny. Siostra kazałabym mu się opamiętać i pewnie szybko wydała rodzicom. Nie chciał do tego dopuścić.
Przez kilka kolejnych tygodni żył jak włóczęga i jakoś sobie radził. Nie, nie na początku. W ciągu pierwszych dni nie umiał odnaleźć się w podobnej sytuacji. Przymierał z głodu i lękał się własnego cienia. Przez większość czasu siedział w kącie, trzęsąc się ze strachu. Nie raz i nie dwa zawędrował pod mieszkanie siostry, ale zawsze coś go powstrzymywało w tym ostatecznym momencie i wracał do swojego zaułka z podkulonym ogonem. Dopiero potem nabrał odwagi. W desperackim odruchu ostatniej szansy, postanowił spróbować przeżyć i poznać to inne, uliczne życie. Wraz z biegiem czasu zrozumiał na czym to wszystko powinno polegać i tym samym zaczął sypiać w różnych, dziwnych miejscach, żywił się tym, co wyprosił lub zwyczajnie ukradł. Brudne ubranie przestało przeszkadzać, natomiast brak codziennych wygód stawał się coraz bardziej znośny. Jakub nawiązał znajomości z ludźmi, których los również zmusił do życia na ulicy i przywiązał się do nich, choć nie nabrał zaufania. Zdążył się na nich poznać i wiedział, że nie są to przyjemne osobowości. Mimo to polubił ich. On sam powoli zaczął się zmieniać w zupełnie innego człowieka. Stoczył się. Życie pozbawione obowiązków zaczęło mu się zwyczajnie podobać i ani myślał wracać do domu, nawet kiedy zrabowane pieniądze byłyby w stanie pokryć koszty przejazdu. W jego głowie powoli zanikał obraz Iwony, chłopak całkiem zapomniał przed czym uciekał i na czym tak naprawdę mu zależało. Ważniejsze od wartości moralnych stało się przeżycie. A wojsko, przypuszczalna wojna? Okazały się bez znaczenia i wywoływały śmieszność, gdy przypadkiem sobie o nich przypominał. Kuba śmiał się z własnej głupoty. Bo to życie samo postanowiło go przetrenować i czyniło to skutecznie. Przynajmniej było tak do jakiegoś czasu.
Kuba często spacerował centrum miasta. Z nudów, dla zabicia czasu lub w poszukiwaniu jedzenia, niemal codzienne wybierał się na podobne wycieczki. Niekiedy, gdy dawne priorytety na nowo ożywały w jego pamięci, wracał do poszukiwań Iwony, ale czynił to raczej z przyzwyczajenia. Nadzieja na odnalezienie przyjaciółki praktycznie całkiem znikła.
Któregoś dnia, podczas takiej przechadzki, jego uwagę przykuł tłum ludzi zgromadzony na środku placu. Nie znał nikogo z nich, ale z łatwością wychwycił, że nie jest to pokojowa demonstracja. Od nieznajomych gniew i zwyczajna potrzeba wszczęcia rozruby biły nad odległość. Kuba przystanął, jakby spodziewając się, co nastąpi dalej. Zbyt długo obracał się w podobnym towarzystwie, aby nie przewidzieć dalszego rozwoju akcji i miał rację. W takim tłumie agresja łatwo rodziła agresję. Ktoś kogoś obraził, wyraził się w nieodpowiedni sposób, zaczęły się przepychanki, ktoś upadł. Pojawił się nóż. Przybyła policja. Któryś z agresorów wyjął pistolet. Padł pierwszy strzał. Jeden z funkcjonariuszy padł na ziemię. Martwy.  
I tak to się zaczęło — od drobnych zamieszek. Niezrozumienia, zażalenia, nieustające skargi. To wszystko narastało, kumulowało się i procentowało pogarszającymi się nastrojami w kraju. Ludzie nie byli zadowoleni. Jedni obwiniali drugich, zaczęły się pytania, jak mogło dojść do takiej sytuacji. Wkrótce wyszło też na jaw, że wśród agresywnego tłumu znajdowali się nie tylko Polacy, że pocisk nie został wystrzelony przez nikogo z naszych. Wieść o tym, że mordercą był obcokrajowiec wszystko pogorszyła. Naród pokazywał swoje niezadowolenie i miał do tego prawo. Protesty i strajki narastały. I wszystko to było legalne, dopóki ktoś znowu nie wyjął broni. Dopóki nie padł kolejny strzał. Strzał wycelowany w prezydenta miasta, który starał się wszystko wyciszyć i uspokoić zebrany tłum.
Kuba to wszystko widział. Obserwował, ale się nie wtrącał. Żył i funkcjonował tak, jak robił to do tej pory, choć wraz z rozwojem sytuacji coraz ciężej było zachować neutralność. Unikał zamieszek, nie brał udziału w bójkach. Nie chciał pakować się w kłopoty, choć czasami mimowolnie został w nie wciągany przez swoich nowych znajomych. Mimo wszystko myślał, że uda mu się pozostać obojętnym. Bez powodzenia.
— Ej, ty! — Kuba rozejrzał się dookoła, próbując dojrzeć, kto go woła, ale nie udało mu się dokonać tego za pierwszym razem. Dopiero kiedy nieznajomy mu mężczyzna ponownie wychylił się za zaułka i szybko zaczął machać do niego dłonią, Jakub zrozumiał, że to właśnie on go wolał. — Tak, do ciebie mówię. Chodź tutaj!
Kuba podszedł. Powoli, niechętnie i zachowując wszelkie pozory ostrożności zbliżył się do miejsca, gdzie cień skrywał postać tajemniczego nieznajomego. Nie chciał tego robić, ale wiedział też, że nie zawsze odmówić można. Czasami chwilowy bunt kosztował znacznie więcej, niż wymuszona uległość i nie był on zwyczajnie opłacalny. Dlatego chłopak, kierowany trochę ciekawością, a trochę obawą, spełnił polecenie obcego człowieka.
Nieznajomy mężczyzna obserwował podobny przejaw posłuszeństwa z uśmiechem na ustach. 
— Co tutaj robisz, dzieciaczku? Nie powinieneś być w szkole? — spytał prześmiewczo, gdy Jakub stanął naprzeciwko niego z udawaną odwagą wymalowaną na twarzyczce wciąż dziecięcej, choć sztucznie postarzałej przez pokrywającą ją warstwę brudu. 
— Nie chodzę do szkoły, a nawet jakbym chodził, to tobie nic do tego — mruknął, może trochę zbyt wyzywająco, co nieznajomemu nie bardzo się spodobało. 
Mężczyzna niespodziewanie chwycił za przód koszulki chłopaka, po czym popchnął go na kamienistą ścianę. Jakub próbował się uwolnić, ale szybko doszedł do wniosku, że jedynie niepotrzebnie traci energię. Nieznajomy i tak nie zamierzał zwrócić mu wolności. Dlatego też chłopak poprzestał na posłaniu w stronę mężczyzny złowrogiego spojrzenia. Przez chwilę siłowali się na te nieme gesty, ale to Kuba ponownie odpuścił. Był zbyt słaby, naiwny, dziecinny. Nie umiał się przeciwstawić komuś silniejszemu od siebie. Silniejszemu nie tylko pod względem fizycznym, ale również mocniejszemu psychicznie. Obcy mężczyzna nie należał do słabeuszy i było to zauważalne w jego pewnej siebie postawie i sposobie, w jaki spoglądał na chłopaka.
— Lepiej nie gwiazdorz, bo źle na tym wyjdziesz — wycedził ostrożnie nieznajomy, wcale nie luzując zaciśniętego uchwytu. — Nie pasujesz do tego środowiska, młody. Obserwuję cię od kilku dni i widzę, że szwendasz się po okolicy bez żadnego celu. Rodzice nie boją się puszczać cię tak samopas do rożnych, dziwnych miejsc zwłaszcza teraz, gdy robi się tak niebezpiecznie? A może nawet nie wiedzą, że wdałeś się w tak specyficzne środowisko, co? 
— Starzy nie mają nic do gadania — zapewnił Jakub, choć z każdym, wypowiedzianym słowem coraz bardziej zaczynał wątpić w samego siebie. — Jestem dorosły i sam podejmuję decyzje. 
— Czyżby? Życie na gigancie tak bardzo ci się spodobało, mały buntowniku? — zaśmiał się mężczyzna, ale widać było, że wcale nie jest mu wesoło. Walczył ze sobą, zanim podjął decyzję. Po chwili milczenia puścił Jakuba i popchnął go tak, że chłopak wylądował na ziemi. — Zobaczymy. Może się na coś przydasz. Rusz dupę. Idziemy. Jazda!  

9 komentarzy:

  1. Ten rozdział wydaje mi się podobny do tego z poprzedniej wersji. W pierwszej czesci chyba bardziej wyeksponowalas, przynajmniej na poczatku, gadulstwo i styl bycia Małgosi, ale tak jak poprzednio pokazałaś, ze dziewczyna cos skrywa i ze sporo przeżyła (czuje, ze to samo co wtedy). Zadziwia mnie jej bezgraniczne zaufanie wobec Babci... My wiemy, ze dziewczyna ma rodzicow... Dlatego zastanawia mnie, czy faktycznie była skatowana; nie sadze, sadze, ze jedyne obrażenia, jakie miała, związane sa z wypadkiem pociągu. Nie moge doczekać sie dalszej czesci.
    Zastanawia mni, jak czasowo pierwsza czesc ma skę do drugiej, skoro w drugiej streściłas kilka tygodni. Szczerze mówiąc, mysle, zd szkoda, ze tak poznałaś-podobnie jak w pierwszej wersji. Byłoby lepiej, bardziej przekonująco, gdybys pokazała choćby jedna scena początki zycia Kuby na ulicy, a pozniej przełom i poznanie innych. Nie mowię juz p tym, ze to byłoby interesujące. Wystarczyłoby wydłużyć rozdział albo końcówkę przesunąć do następnego ;). Zas sama końcówka mi sie podobała, to, ze połączyłaś wydarzenia w mieście z pojawieniem sie tajemniczego mężczyzny, który w sekundę stemperowal Kubę, z którego jest wciąż niezły dzieciak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest trochę podobny, a właściwie podobna jest perspektywa Jakuba. U Iwy zaszły zmiany - zniknęła wylewność Gosi, która wydała mi się strasznie sztuczna i przesadzona. Ona nadal wiele przeżyła, ale Iwona będzie musiała kroczek po kroczku dojść do tego, co to było. Chyba tak jest lepiej.
      Scenki z ulicy jeszcze się pojawią - po prostu nie chciałam się tutaj rozpisywać, bo wydawało mi się, że pewne elementy są ważniejsze do takiego ogólnego przedstawienia. Mimo to może mogłam jakoś inaczej to zarysować, zdecydowanie wolniej, przyznaję ci rację! Spróbuję z tego wybrnąć, a przynajmniej załagodzić pierwsze wrażenie w kolejnym rozdziale!
      Dziękuję i pozdrawiam!

      Usuń
    2. tak, to prawad, Gosia jest mniej wylewna, choc nadal ma tendencje do tego, inaczej nie bylaby soba. podoba mi sie jako postac, jest niejednoznaczna.
      Okej, jestem ciekawa, co szykujesz w dziewiateczce. tymczasem zapraszam na swiezo dodany rozdzial na niezaleznosci ;)

      Usuń
  2. Postanowiłam dać znać, że pamiętam o Twoi opowiadaniu i wszystko czytam. Po prostu nie wiem, jak komentować rozdziały, które już kiedyś czytałam. Widzę, że w opowiadaniu zaszły zmiany, ale wciąż czekam z niecierpliwością, aż skończysz wprowadzać poprawki, wstawisz zupełnie nowy rozdział i będę mogła poznać ciąg dalszy tej historii :))

    Pozdrawiam
    j-majkowska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że pamiętasz :) Mam nadzieję, że niedługo uda mi się dodać coś nowego. Po prostu ostatnio mam strasznie szalony okres w moim życiu, gdzie realizuję się głównie zawodowo i zakładam własną firmę, a do tego studia i życie między dwoma domami w różnych miastach... No nie jest łatwo, zdecydowanie nie jest :D Ale o blogach nie zapominam! Myślę, że w październiku dokończę rozdział i dodam go pod koniec miesiąca, najpóźniej na początku listopada.
      Bardzo dziękuję za pamięć.
      Trzymaj się!

      Usuń
  3. Przeczytałam i ten rozdział też pamiętam. Chyba go trochę zmodyfikowałaś, ale nadal przeraża mnie gadulstwo Gośki, które sugeruje mi, że dziewczyna wciąż coś bierze (pamiętam nawet o jej styczności z narkotykami). Dziwi mnie też, że Iwona była taka podatna na te zabawy w przebieranki, ale ona ma amnezję, a ja nie wiem jak zachowują się tacy ludzie, gdy rzuci się ich między takich wariatów, tak więc tego się nie czepiam.
    Czekam na kolejny :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam o najważniejszym. Przykro mi, że tak spłyciłaś wątek Jakuba. On lewie wyjechał z domu, a się już stoczył. Brakuje mi opisu tego etapu, takiego stopniowania jego drogi do bezdomnego złodzieja.

      Usuń
  4. Ten rozdział jednak niewiele się zmienił. Może trochę bardziej wszystko rozpisałaś, ale ciągle zadziwia mnie, że Iwona zamiast odmówić, to bawiła się w te głupoty z tą dziwaczną gadułą.
    Nadal najbardziej lubię Kamila.
    Może polubiłbym też Jakuba, ale ty go potraktowałaś nieco po macoszemu i w ogóle nie rozpisałaś jego drogi. Cholernie mi tego brakowało. U ciebie jednak było to takie "był taki i taki, a stał się taki i taki i ty czytelniku masz to zaakceptować, nie wnikać w jaki sposób do tego doszło, ani jakie szkody to wyrządziło w psychice bohatera". Nie spodobał mi się taki twój manewr, takie uchybienie - a przynajmniej na to mi to wygląda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W kolejnych rozdziałach chciałam to bardziej uszczegółowić - coś na zasadzie od ogółu do szczegółu, aby lepiej zarysować tą zmianę w zachowaniu i psychice Kuby. Ale możliwe, że kiedy już siądę "na poważnie" do tego opowiadania, to po prostu wrócę do fragmentu z Kubą i bardziej rozpiszę cały ten proces, bo teraz widzę, że jednak taki zabieg został negatywnie odebrany.
      Dzięki za komentarz i cenną uwagę!

      Usuń

Obserwatorzy